Wschód łamie sterotypy


Anna Rudy, Agata Roszczka i Małgosia Duszyńska


Przed wyjazdem do Azji Środkowej zastanawiałyśmy się, jak w muzułmańskich krajach damy sobie radę jako trzy kobiety. Wiedziałyśmy co prawda, że w świecie postradzieckim islam nie jest zbyt radykalny, ale co innego wiedzieć, a co innego przekonać się na własnej skórze. Wysłuchałyśmy mnóstwa dobrych rad – żeby ubierać się skromnie, nie wdawać w pogawędki z nieznajomymi, czy nawet zmienić kolor włosów na ciemniejszy.

Jak to zwykle bywa, wyjazd przewrócił do góry nogami nasze wyobrażenia o islamie i zweryfikował przywiezione z Europy stereotypy.

Nasze obawy, że będziemy traktowane jak powietrze i nikt nie będzie z nami rozmawiał, bo nie ma z nami męskiego opiekuna, czy też, że w naszych rowerowych krótkich spodenkach będziemy odbierane jako bezbożnice, które swym odsłoniętym ciałem wodzą mężczyzn na pokuszenie, okazały się całkowicie bezpodstawne. Każde kolejne spotkanie burzyło kolejny stereotyp i pokazywało, że prosty, czarno-biały podział świata się nie sprawdza.

Wizyta w domu w Azji Centralnej

Gościnność mieszkańców w krajach Azji Środkowej nie zna granic. (Fot. archiwum wyprawy)

Wioska w Tadżykistanie

Wjazd do wioski w Tadżykistanie. (Fot. archiwum wyprawy)

Gdy widziałyśmy kobiety z zasłoniętymi twarzami, z góry zakładałyśmy, że to ze względów religijnych. Tymczasem okazywało się, że chronią twarz przed słońcem, bo przecież w całej Azji opalenizna jest passe. Albo gdy napotkany kierowca pytał nas, jakie wyznanie panuje w Polsce, i już spodziewałyśmy się tyrady o wyższości islamu nad pozostałymi religiami, to ku naszemu zaskoczeniu pan wygłosił wykład o tym, że Bóg jest jeden, tylko różni ludzie nazywają go różnymi imionami, a najważniejsze, to w niego wierzyć i szanować innych ludzi. Każde spotkanie obfitowało w tego typu niespodzianki. Panowie popijali wódkę, tłumacząc wesoło, że ciut-ciut nie zaszkodzi, inni nasze zdziwione miny, że jedzą pomimo Ramadanu, kwitowali krótkim Bóg wybaczy.

Gość w dom…

W Azji Centralnej religia łączy się z lokalną obyczajowością, dając wybuchową mieszankę gościnności, życzliwości dla podróżnych i rodzinności. Gościnność, zwłaszcza w Tadżykistanie, jest niewyobrażalna. Zasada „gość w dom, Bóg w dom” jest tu traktowana śmiertelnie poważnie. Napotkani ludzie zapraszali nas do swoich domów, a my mogłyśmy przez chwilę poczuć się częścią ich rodzin. Nocleg połączony był zawsze z obfitą kolacją, na stół (czy raczej dywan na ziemi, wokół którego rozłożone są poduszki, na których się siedzi) wjeżdżały, przygotowane nie wiadomo kiedy, potrawy. Wszystko oczywiście trzeba zjeść, żeby nie urazić gospodyni. Objedzone do granic możliwości czekałyśmy na błogosławieństwo na koniec posiłku (gest przemycia twarzy), bo oznaczało to, że w końcu można wstać od stołu.

Wiejska kuchnia w Tadżykistanie

Żeby nuie urazić gospodyni, trzeba było zjeść wszystko. (Fot. archiwum wyprawy)

Często gościli nas ludzie ubodzy i martwiłyśmy się, że to, że przyjęli nas pod swój dach, będzie dla nich zbyt dużym obciążeniem. Jak nam jednak wytłumaczył pewien Kirgiz: Jeśli gość zażyczy sobie zjeść barana, to gospodarz ma obowiązek tego barana zdobyć, inaczej wstyd na całą wieś.

My, na szczęście dla naszych gospodarzy, w zupełności zadowalałyśmy się świeżo wypiekanymi lepioszkami (takie okrągłe chlebki), jogurtami prosto od krowy i hektolitrami herbaty.

Dziecko to dar

Azja Centralna będzie się nam też zawsze kojarzyć z wielkimi rodzinami. Nieważne, czy rodzina jest biedna, każde kolejne dziecko traktowane jest jako dar i wielka radość. Nasze rówieśniczki zwykle były już matkami kilku brzdąców, dlatego bardzo szybko przy pytaniu o wiek nauczyłyśmy się nieco odmładzać.

Wszystkie domy, które odwiedzałyśmy, wręcz roiły się od dzieci. Początkowo próbowałyśmy spamiętać, które jest czyim wnukiem, siostrzeńcem, które przybiegło od sąsiadów, zaciekawione widokiem obcokrajowców, które mieszka tu na stałe, a które tylko przyjechało do dziadków na wakacje, jednak okazało się to absolutnie niemożliwe – było ich po prostu za dużo. Członkowie rodziny są bardzo blisko ze sobą związani, a każdy wyjazd do Rosji za pracą traktowany jest jako zło konieczne.

Jako przybyszki z Zachodu, nie odczułyśmy tego na własnej skórze, bo traktowane byłyśmy jako swojego rodzaju mieszanka kobiety i mężczyzny, ale obyczaje są tu jednak bardzo tradycyjne. Od kobiet oczekuje się, że będą zajmowały się domem i dziećmi, i rzeczywiście to robią, bo przy takiej ilości dzieci praca zawodowa byłaby niemożliwością. One jednak wydają się być pogodzone ze swoim losem, bo przecież taka już kolej rzeczy. Nawet jeśli którejś przeszedł koło nosa wyjazd do Stanów, bo po powrocie, skażona życiem na Zachodzie, nie znalazłaby męża, nie wydawała się specjalnie nieszczęśliwa z tego powodu.

Kobiety z Azji Środkowej

Kobieta w Azji Centralnej ma rodzić dzieci i zajmować się domem. (Fot. archiwum wyprawy)

Spotkałyśmy jednak kilka buntowniczek, jedne odgrażały się, że pojadą z nami rowerami w świat, inne, że chcą iść dalej na studia i być niezależne. Nawet w zapadłej wiosce w Pamirze znalazła się pani, która stwierdziła, że mąż jest jej zupełnie niepotrzebny.

Widoczne też były odmienne oczekiwania, jakie stawiane są przed kobietami i mężczyznami. Gdy w rozmowie przewijał się wątek emigracji do Rosji, mężczyźni zawsze z dumą podkreślali, ile lat ich żony wiernie na nich czekały. Nasze naiwne pytania, czy i oni byli równie wierni swym żonom, kwitowali tylko pobłażliwym uśmiechem. Ale podwójne standardy to nic nowego, nie tylko w tej części świata.

Znajdziemy wam męża

Pewnego razu, w okolicach miasta Kulab w Tadżykistanie, przydarzyło nam się nocować u bardzo religijnej rodziny, szwagier gospodarza był imamem w wiosce. Tutaj jedyny raz poczułyśmy się oddzielone od męskiego świata, i to całkiem dosłownie – usadzono nas po jednej stronie firanki z kobietami, po drugiej siedzieli mężczyźni. Jedynym, który nam towarzyszył, był sam gospodarz. Nie mówił niestety zbyt dobrze po rosyjsku, za to inni panowie – i owszem. Krzyczeli więc zza firanki do gospodarza, on zaś powtarzał nam ich słowa. Potem dowiedziałyśmy się, ze Kulab i jego okolice traktowane są w Tadżykistanie jak ciemnogród, i że krąży wiele żartów na temat jego mieszkańców.

Kobiety z Tadżykistanu

Popołudniowy spacer. (Fot. archiwum wyprawy)

Czy jako samotne kobiety nie czułyśmy się czymś zagrożone? Absolutnie nie. Pomimo że napotkany gdzieś na tadżyckich bezdrożach dziadek przestrzegał nas, żebyśmy uważały, bo mężczyźni tutaj mają gorącą krew, to nie spotkała nas żadna zła przygoda. Byłyśmy traktowane z szacunkiem, a nasz pomysł, żeby zamiast siedzieć w kuchni, wsiąść na rowery i ruszyć w świat, odbierany był pozytywnie. Ot, taka fanaberia Europejek, które może jeszcze zmądrzeją i odkryją, że najlepsze dla kobiety to zajmować się domem i być otoczoną tabunem dzieci. Propozycje znalezienia nam męża wśród miejscowych kawalerów traktowałyśmy raczej w kategorii żartu.

Na pewno nasza wyprawa nauczyła nas, że często nasze wyobrażenia na temat Wschodu są błędne i pokazała, że czasem prosty pasterz z zagubionej gdzieś w górach wioski ma w sobie więcej tolerancji i otwartości na innych niż przeciętny Europejczyk.

Anna Rudy, Agata Roszczka i Małgosia Duszyńska


Komentarze: 2

ola 24 listopada 2013 o 0:40

Piekna relacja! I pieknie otwarte oczy na nowe kultury!

Odpowiedz

Europcar Szczecin 21 stycznia 2014 o 12:15

No cóż, dziewczyny nie tylko zmieniacie nasze spojrzenie na kultury islamskie, ale i potężnie zmieniacie sytuacje kobiet islamu. Jak kropla drąży skale.
Dlatego tez muzułmanie tak brutalnie starają się stłumić kobiety, likwidując szkoły, bo widza zmiany i czuja ze ich nie zatrzymają, a mężczyźni tam się boja kobiet… bo ich nie znaja

Odpowiedz