Kobiety na rowery: bez sensu to jest siedzieć i dłubać w nosie


Katarzyna Jadaluk


Jedna podróż na dwóch kółkach trzech kobiet do więcej niż czterech państw Azji. Ania, Agata i Małgosia chcą sprawdzić jak żyje się kobietom na tym kontynencie.  Kobiety na rowery! to bardzo babski projekt. Rozmawiamy więc o kobietach w podróży, podróżach z kobietami… i czy więcej kobiet oznacza więcej focha.

Znają się już kilka ładnych lat, przez chwilę razem mieszkały i podróżowały – Agata Roszczka,  Anna Rudy i Małgosia Duszyńska. Teraz przyszedł czas, by wspólnie rzucić pracę i wyruszyć w drogę. Od maja 2013 r.  będą przez pół roku razem na dobre i na złe. Będą przekraczały granice 8 państw i swoich własnych możliwości, żeby nauczyć się wymieniać dętki, zjeść uzbecki pilaw, wypić chińską herbatę i zgubić się w dżungli w Laosie. W końcu, gdzie diabeł nie może, tam bab na rowerze pośle…

Podrózniczki Anna Rudy, Agata Roszczka i Małgosia Duszyńska.

W projekcie Kobiety na rowery udział biorą: Anna Rudy, Agata Roszczka i Małgosia Duszyńska.

 

Pokonają wysokie przełęcze w Pamirze i odludne pustkowia w Chinach...

Do pokonania mają 8 państw i 12000 km m.in przez wysokie przełęcze w Pamirze i odludne pustkowia w Chinach, dżunglę w Laosie oraz kambodżańskie tropiki. (Fot. Kobiety na rowery)

– Każdy ma swoje misję, cele, a jak jedzie się na więcej niż dwa miesiące to już wręcz stajemy się misjonarzami. A jak to jest u was? Jakie macie cele?

Anna: – To raczej będą po prostu długie wakacje, nie dorabiam do niego jakiejś specjalnej filozofii. Tak więc misjonarka ze mnie, że pożal się boże :)

Agata: – Dojechać nad morze, może nad jakiś ocean, generalnie jakieś miejsce z palmami, plażą i słońcem. Trochę daleko, ale podobno się opłaca. No właśnie – podobno… Ludzie książki piszą, opowiadają, co widzieli i słyszeli w tej Azji, jaka jest i jaka nie jest. Legendy głoszą o smokach chińskich, że Kirgiz zawsze schodzi z konia, że jakieś shangri-la istnieje naprawdę. Więc chcemy sprawdzić, czy Azja rzeczywiście taka orientalna jest, jak mówią znajomi znajomych. Czy przypadkiem my nie będziemy egzotyczne dla ludzi, którzy tam właśnie żyją? Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, więc posiedzimy trochę gdzieś indziej. A że ciekawskie z nas baby, to i pewnie z niejedną dziewczyną będziemy chciały porozmawiać. Bo podobno Azja to męski świat… Ale czy na pewno?

– Tak długie wakacje to jednak dość radykalna decyzja według wielu ludzi… Skąd ten pomysł?

Agata: – Jak ktoś złapie bakcyla podróżowania, to decyzja o wyjeździe nie jest radykalna. Może wydawać się dziwnym rzucenie pracy i pedałowanie przez Azję. Z drugiej strony, dla podróżnika poważną decyzja jest zatrzymanie się w jednym miejscu. Znowu ten punkt widzenia… A jak powiem, że pomysł zrodził się przy fajce nad Wartą, to wyjdzie mało poważnie, nie?

Gosia: – Ja podeszłam do tego tak: jak nie teraz to kiedy?

Anna: – U mnie to była raczej narastająca monotonia i rutyna życia codziennego.

– A co mówicie wszystkim znajomym, którzy wam mówią żebyście nie jechały, że jesteście głupie, że to bez sensu albo niebezpieczne?

Gosia: – Radykalne metody są najlepsze – takich znajomych kasuję z Facebooka. Po co mi tylu siewców niepokoju?

Agata: – Ostatnio przeczytałam bardzo mądre zdanie autorstwa Karen Lamb: A year from now you will wish you had started today. Chyba to zacznę wszystkim mówić. Bez sensu to jest siedzieć i dłubać w nosie.

Anna: – Jeśli ktoś tak mówi, to nie sądzę, aby argument, że „a właśnie, że pojedziemy, jesteśmy mądre, wyprawa ma głęboki sen, zaś Azja to bezpieczne miejsce”, był dla niego szczególnie przekonujący. Taka dyskusja z góry skazana jest na niepowodzenie i lepiej nie wdawać się w nią wcale.

Na szczęście takich opinii nie słyszałam zbyt wielu, na ogół nasza wyprawa spotyka się z bardzo pozytywnym odbiorem moich znajomych i rodziny. To, że ludzie trzymają kciuki i kibicują naszym planom, nawet jeśli nie są do końca przekonani o naszym zdrowym rozsądku, daje mnóstwo wiary w siebie i podtrzymuje na duchu.

 – Podobno im więcej bab tym więcej focha. Jak macie zamiar wypracować kompromis?

Agata: – Wypracować kompromis można na kilka sposobów: można porozmawiać, napić się wódki albo dać sobie w kość. Spędzimy ze sobą tyle czasu, że obiecujemy wypróbować wszystkie metody.

Anna: – Jako że mało foszaste z nas baby, liczymy, że jednak nie pozabijamy się w międzyczasie.

Małgosia: – Jaki kompromis? Przecież i tak zawsze JA mam rację!  :)

– No super, ale czegoś musicie się bać. Wyzwania pewnie też jakieś znajdziecie…

Małgosia: – Ja się obawiam, czy będę miała gdzie podłączyć prostownicę do włosów… Oczywiście, że obaw jest dużo, ale tak jak wspomniała Agata, jeśli tylko będziemy szukać negatywnych aspektów wyprawy, to lepiej zostać w Poznaniu i kręcić kółka po Puszczykowie.

Agata: – Zimna w górach, pierwszej poważnej usterki w rowerze, że herbata w Chinach będzie niedobra. Ludzi? Chyba nie… Głupi ludzie są wszędzie, dobrzy też. Jak się zaczniemy nad tym zastanawiać, to nie pojedziemy. A wyzwanie? Chyba Pamir. I kambodżańskie bezdroża – tam cały czas są zaminowane tereny.

Anna: – Wyzwaniem było już samo podjęcie decyzji o wyprawie, która na dobrych kilka miesięcy wywróci nasze życie do góry nogami, pożre oszczędności oraz zaowocuje wielką dziurą w CV. Obaw mam bez liku, ale staram się je dzielnie zwalczać, więc mam nadzieję, że strach przed tym, że rozpadną się nam rowery, zgubimy się, zwariują nam żołądki, napadnie nas stado pijanych Tadżyków na pijanych koniach, zjedzą nas wilki lub szakale, czy też wdepniemy na minę bądź nabawimy się malarii, nie przysłoni mi radości z wyjazdu.

– W takim razie co to jest piasta?

Małgosia: – Jak mi się coś zepsuję to dam Agacie, bo ona wie, co to jest piasta :)

Agata: – Piasta to taka część… Po prostu sobie poradzimy. Że co, my nie potrafimy? Po to się podróżuje, żeby nauczyć sobie radzić w trudnych sytuacjach.

Anna: – Przysłowie mówi, że Polka potrafi i tego się trzymam :)

– To może wyobraźmy sobie świat po Waszym powrocie. Jakie będziecie?

Agata: – To zależy od każdej z nas i od tego, czego się dowiemy. Pewnie nabierzemy dystansu do tego, co aktualnie w naszym życiu ważne. Pewnie też zaczniemy doceniać rzeczy, na które teraz nie mamy czasu. I będziemy mistrzyniami w zmianie dętki na czas.

Małgosia: – Ja mam nadzieję, że po powrocie będę jeszcze chciała jeździć na rowerze, bo jednak kilka miesięcy ciągłego pedałowania powoli mnie przeraża. Bo to nie będzie przecież rundka dookoła poznańskiej Malty!

Anna: – Szczupłe i bez grama cellulitu! A także oczarowane polską złotą jesienią, gdzie nareszcie nie będą doskwierać nam azjatyckie upały. No dobrze, bardziej realistycznym wariantem jest natychmiastowa depresja – gigant na widok szaroburej aury!

Peron Czwarty patronuje wyprawie Kobiety na rowery

Katarzyna Jadaluk


Komentarze: 2

Weronika 22 kwietnia 2013 o 9:58

Gratuluje odwagi,życzę wielu ciekawych przygód i bezpiecznej podróży. No i czekam na relacje z wyprawy :-)

Odpowiedz

Lpiotr 18 lutego 2014 o 17:42

Hej kto jedzie do tropikow indonezyjskich na rowerze ? Ja jestem chetny :) piszcie do mnie appkamob@gmail.com

Odpowiedz