Karina Jasińska: na handbike’ach jedziemy na Pico Del Veleta


Samia Grabowska


To pierwsza polska wyprawa na wysokość 3392 m n.p.m. z kobietą na handbike’u. Z Kariną Jasińską rozmawiamy o kulisach wyjazdu, jej pasjach i przekraczaniu własnych granic.

Karina, Karol i Szymon już od ponad tygodnia są w drodze. Celem jest zdobycie szczytu Pico Del Veleta (3392 m n.p.m.) na handbike’u i łamanie barier, które istnieją w naszych głowach. Przed wyjazdem udało się spotkać Karinę i zadać jej kilka pytań. Nie tylko o wyjeździe do Hiszpanii!

– Kim jest grupa zaprzyjaźnionych ludzi z pasją, którzy jadą zdobywać hiszpański szczyt Pico del Veleta?

Karola Kleszczyka poznałam w fundacji Bariera w Krakowie, dzięki której powstał cały projekt. Przez Karola poznałam Szymona Świrta, który jest lekarzem. Chłopaki już podróżowali razem, a teraz jedziemy w trójkę. Chcemy pokazać, że ludzie na wózkach to nie tylko kocyk, herbatka i całe dnie spędzane w domach.

– Wjeżdżacie na najwyższy w Europie podjazd, na wysokość niemal 3400 m n.p.m. Jak się ma Twoja kondycja?

– Do wyprawy na Pico Del Veleta przygotowuję się od zeszłego roku. Mam swój handbike i cały czas na nim jeżdżę. Trasa wynosi około tysiąc kilometrów, myślę, że będziemy robić koło siedemdziesięciu kilometrów dziennie, więc dam sobie radę. Dopiero ostatnie piętnaście, dwadzieścia kilometrów będzie pod górkę, a właściwie będzie to podjazd pod kopce, na które wjeżdżam bez problemu. Oczywiście liczę się z ogromnym wysiłkiem, ale trzeba wierzyć w swoje siły!

– Obawiasz się tego wyjazdu?

– Oj, bardzo. Nigdy nie wiadomo, jaka będzie pogoda, a to ona właśnie może nas zatrzymać. Jeśli szczyt zostanie zasypany śniegiem, to na niego nie wjedziemy…

– Jak wyglądają Twoje treningi?

– Staram się codziennie jeździć na rowerze. Rano jeżdżę godzinkę, potem zajmuję się „normalnymi” sprawami i wieczorem znowu wskakuję na rower i jeżdżę.

– I tak od roku?

– Rower mam już… bardzo długo. Z treningami to jest tak, że dużo zależy od pogody.

Latem bardzo często jeżdżę, zwłaszcza na kopce. Z biegiem czasu sprawia mi to coraz mniej wysiłku. Może mam już wyćwiczone ręce? Bo na wózku jeżdżę już od pięciu lat. Rok temu zaczęliśmy planować naszą podróż dlatego też więcej i częściej trenuję. Na początku były ćwiczenia na ręce, basen, a kiedy pojawił się handbike to już głównie plener.

– Od kiedy jeździsz na handbike’u?

– Od marca non stop. Wszystko zaczęło się w fundacji Bariera. Jest tam dużo ludzi na wózku, którzy mają możliwość skorzystać np. z kursów komputerowych co jest świetną sprawą. Pewnego dnia pani Ania wpadła na pomysł „zróbmy wyprawę!”. Ja od razu się zgodziłam.

Dzięki tej akcji poznałam bardzo dużo osób z czego strasznie się cieszę! Jeździłam z Rafałem, który jest mistrzem Polski na handbike’u. Kurcze… chłopaka swojego nawet poznałam! :)

Widzę jak to się przeradza powoli w pasję. Teraz już mam nawet specjalną rolkę, tak że sobie w domu jeżdżę stacjonarnie. Rodzą się też nowe plany na przyszłość związane z jazdą na handbike’u, żeby pojeździć po fajnych szlakach.

Zbigniew Sas: na Madagaskarze wybudujemy pomnik Arkadego Fiedlera

– Masz jakieś marzenie? Gdzie szczególnie chciałabyś pojechać?

– Na dzień dzisiejszy marze o tym żeby się udała wyprawa do Hiszpanii. Żeby każdy wrócił z niej cały i zadowolony. A co później? Nie zapomnieć o rowerze. Na razie nie myślę o kolejnych celach. Pewnie to przyjdzie z czasem.

– Jak na pomysł wjazdu na Pico Del Veleta zareagowali znajomi i rodzina?

– Rodzina i znajomi zostali w mojej rodzinnej miejscowości na Dolnym Śląsku. Cała akcja działa się w Krakowie i trochę byli źli, że nie poinformowałam ich od razu. Nie ukrywałam tego, ale też nie pochwaliłam się. Sama do końca w to wszystko nie wierzyłam. Wydawało mi się to tak ogromnym prezentem od losu, że zastanawiałam się, czy to na pewno JA pojadę?

No i potem się dowiedzieli. A było to przy okazji konkursu Alpinusa, który w ostateczności stał się naszym sponsorem i w dużej mierze dzięki niemu jest ta wyprawa. Na początku wszyscy byli w szoku, pytali co ja chce zrobić. Później pojawiła się radość, bo zrówno rodzina, jak i znajomi, dobrze wiedzą, że jestem nieobliczalna (3 lata temu sama przyjechałam na studia do Krakowa). Generalnie zaakceptowali pomysł wyprawy.

– Opowiedz nam jeszcze trochę o swoich pasjach.

– Bardzo lubię sport. Jak byłam zdrowa to biegałam, brałam udział w zawodach, razem z moją przyjaciółką potrafiłyśmy wstać o piątej rano i biegać po lesie :) Bardzo lubię się zmęczyć, mam wtedy siłę na radzenie sobie z problemami.

Powoli moją pasją stają się też podróże. Chciałabym odwiedzić Japonię razem z moim chłopakiem, ale to taki odległy plan. Teraz Hiszpania! Staram się łączyć sport z podróżami, a rower będę wozić chyba wszędzie, bo uwielbiam spędzać czas na świeżym powietrzu.

– Co Ci w życiu pomaga?

– Myślę, że uśmiech na twarzy. Jeszcze nigdy się nie spotkałam z brakiem pomocy od ludzi np. jeśli upadnę, czuję, że nie jestem sama i zawsze ktoś mi pomoże.

– Waszą inspiracją jest łamanie granic, które istnieją w umysłach niektórych ludzi. Nawiązując do tego zdania, chciałam zapytać czy Ty masz w głowie jakieś granice?

– Generalnie mam. Granice są w nas i są w naszych głowach. U mnie pojawiają się co jakiś czas, bo mieszkam sama i czasem zdarza mi się upaść na ziemię. Pojawiają się kiedy mam problem ze wstaniem, bo nie ruszam nogami, więc nie jest to takie łatwe. Wtedy zjawia się złość, ale kiedy już wejdę na wózek i wiem, że zrobiłam to sama i nie trwało to pół godziny ale pół minuty, to jestem z siebie dumna!

Pamiętam swoje początki, nie potrafiłam założyć skarpetki, sama skorzystać z toalety, przesiąść się na łóżko… Uczyłam się dosłownie wszystkiego i teraz czuję ogromną satysfakcję, bo potrafię już wiele rzeczy. Na przykład zejść z wózka na rower, który jest na ziemi. Nie należy patrzeć na to co nam nie wyszło, ale na to co się udało i co może nam się jeszcze udać!

Samia Grabowska


Czasem gdzieś jedzie. A jak nie jedzie to jej myśli wędrują daleko :) Dalej niż mogłyby ją zaprowadzić nogi.

Komentarze: 2

EWa 12 października 2012 o 9:05

a gdzie kask KAsia ?

Odpowiedz

Europcar Polska 28 sierpnia 2013 o 21:27

oj niesamowite, siedziałem w takim handbike’u w poprzednim roku. inny balans, i trudniej sterować, a oni pomykają z prędkością ponad kilkudziesięciu na godzinę..

Odpowiedz