Jedwabny gobelin



Wielki podróżnik – gawędziarz Colin Thubron wyrusza na początku pierwszej dekady XXI wieku w podróż sentymentalną. Po dwudziestu latach od wydania Za murem wraca do Chin, gdzie rozpoczyna się jego wędrówka starożytnym Jedwabnym Szlakiem. Wiele miejsc autor odwiedza ponownie a konfrontacja pomiędzy wspomnieniami, a współczesnością w fascynujący sposób pokazuje jak wielkie zmiany zaszły pomiędzy ówczesnym a obecnym światem.

Czytając Cień Jedwabnego Szlaku  Thubron’a nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że to książka przepełniona samotnością. Samotnością w podróży. Samotnością w doświadczeniu, o którym autor barwnie opowiada, ale przecież nie dzieli go ani z czytelnikiem, ani z bohaterami swojej opowieści.

Czytając obserwujemy kolejne spotkania z ludźmi, których sposób myślenia jest odmienny od naszego, czasem wręcz niezrozumiały i w tej niezrozumiałości bywa odpychający – ale nawet wtedy jest głęboko fascynujący. Cała opowieść, często skupiona wokół spraw codziennych, rozpościera się przed nami niczym rozłożona na stole mapa sprzed kilkuset lat – budząca onieśmielenie, ale i szczery zachwyt. Kolejne krainy Jedwabnego Szlaku poznajemy przez pryzmat współczesnej codzienności, wspomnień autora sprzed kilkunastu, kilkudziesięciu lat i historii, czasem sięgającej tysięcy lat wstecz. Ta fascynująca mieszanka sprawia, że na każde miejsce oglądamy niczym gobelin tkany przez kolejne pokolenia – od nici splecionych setki lat temu po te doplecione ledwie wczoraj lub dzisiaj. Dziesiątki pokoleń wciąż żywych w kolejnych warstwach – historii, budowlach, tradycji. To wszystko maluje w wyobraźni czytelnika Colin Thubron.

Zostawmy jednak na chwilę malownicze obrazy, freski i gobeliny. Jeśli na Cień Jedwabnego Szlaku spojrzeć bez egzaltacji słuchacza opowieści, pozostaje relacja z podróży. Fakty, zdarzenia, z których wnioski każdy powinien wyciągnąć sam, bo autor szczęśliwie w żaden sposób ich nie komentuje i nie dostarcza gotowych rozwiązań. Dostajemy rzetelny, kipiący życiem, rodzący pytania tekst. Reportaż o konkretnych ludziach, ich zachowaniach, pasjach, wadach i zaletach. Te portrety pozwalają nam zajrzeć do świata tak bardzo innego, a jednocześnie zaskakująco podobnego.

Czytając część poświęconą Chinom nie mogłam pozbyć się wrażenia, że pomimo wielu oczywistych różnic czytam o postkomunistycznej Polsce z lat 90. Odnalazłam tam obrazy pokolenia lat 50. – 60., ludzi zagubionych w nowej rzeczywistości, nie rozumiejących prawideł „nowego” świata, nie rozumiejących własnych dzieci a tym bardziej wnuków, dla których nowy porządek jest czymś naturalnym. Odnalazłam drobnych cwaniaczków robiących interesy na bazarach i śniących o wielkich biznesach – czasami z gotowym planem, czasami tylko z szalonym marzeniem o byciu „kimś”. Odnalazłam starszych ludzi, którzy przeżyli tak wiele, że jedynym sposobem na zachowanie względnej równowagi jest zapomnieć. Odnalazłam młodych ludzi, przez to zapomnienie pozbawionych części swojej historii, płacących za doświadczenia poprzednich pokoleń bez możliwości zerknięcia na rachunek.

Paul Theroux: Literatura podróżnicza się nie skończy

To był początek Jedwabnego Szlaku. Na jego końcu, niczym dla podkreślenia kontrastu, świat islamski kultywuje pamięć i walczy. Jedno wynika z drugiego, napędza się w wiecznym kołowrotku krzywd, zadośćuczynień i gloryfikowania przeszłości. I znowu – świat jakby inny, ale ludzie i ich namiętności zdają się tak bardzo podobni.

Pomiędzy początkiem a końcem podróży wrze emocjami tygiel etnicznej różnorodności. Colin Thubron udziela głosu ludziom z krwi i kości, dzięki czemu możemy wczytać się w dramaty, codzienne trudności, ale i w wielkie nadzieje i niezłomną siłę. A wszystko to w otoczeniu zabytków, śladów przeszłości, miejsc świętych i całkiem zwyczajnych, choć w tej opowieści jakby uświęconych. Zwykła karczma urządzona w kontenerze zdaje się przez jedną noc archetypiczną oazą, dającym wytchnienie miejscem pełnym bezpieczeństwa i pokoju narzuconego wielowiekową tradycją wędrowców.

Nie oceniam postaw bohaterów, bo nie mam do tego żadnych podstaw. Wiem natomiast, że wielu z nich zostanie w mojej pamięci na długo. Zostali w niej zobrazowani tak żywo, że w mojej wyobraźni ich imiona mają twarze.

Czytając obawiałam się chińskiego zapomnienia, czułam realny smutek na myśl o ludziach, którzy żyjąc obok siebie uważają się nawzajem za obcych, gorączkowałam się razem z islamskim światem, chłonęłam jego walecznego ducha, by chwilę później poczuć zmęczenie i desperację tych, którzy przede wszystkim pragną pokoju. Chłonęłam mistyczną atmosferę świątyń i czułam tęsknotę za miejscami, które istnieją już tylko w pamięci autora, we wspomnieniach z podróży sprzed dwudziestu lat. Nieraz czułam ukłucie żalu, że oto nastąpiło coś nieodwracalnego – choćbym rzuciła wszystko i jutro wyruszyła w podróż pewnych miejsc już nie zobaczę, bo zostały bezpowrotnie wymazane.

Taka jest ta książka.

Colin Thubron, Cień Jedwabnego Szlaku. Wydawnictwo Czarne


Komentarze: Bądź pierwsza/y