18 listopada 2009

Gruzja i Armenia: Zdobyć Kazbek i Aragac (I)

zakaukazie01Tego roku celem wyprawy było Zakaukazie a konkretnie Gruzja i Armenia. W planach mieliśmy również wejście na najwyższy szczyt Armenii – Aragac (4090 m n.p.m.) oraz na leżący na terenie Gruzji – Kazbek (5047 m n.p.m.).


Tym razem cel realizowaliśmy w czwórkę: Bogdan Dec, Marcin Kucharzyk, Maciek Gwóźdź (po raz pierwszy z nami) i ja (Barbara Drążek). W podróży wiernie towarzyszył nam Nissan X-Trail. Przejechaliśmy w sumie 8000 km.


Granica po raz pierwszy


Po kilkunastu godzinach jazdy docieramy na granicę turecko-gruzińską. Po spełnieniu wszelkich formalności po stronie tureckiej, wjeżdżamy na teren Gruzji. Kiedy celnicy orientują się, że jesteśmy z Polski, witają nas szerokim uśmiechem wspominając o przyjaźni polsko-gruzińskiej. Bardzo chcą pochwalić się znajomością polskiej polityki i wskazując ręką na wysokość ok. 150 cm krzyczą niemal chórem: ,,Kaczyński, Kaczyński…”. Następnie wypytują o cel naszej wizyty w ich państwie i kiedy informujemy ich, że m.in. zamierzamy wspiąć się na Kazbek, z aprobatą kiwają głowami mówiąc: ,, a to wy alpinisty z Polszy”. Jeden z nich z ironicznym uśmiechem pyta wskazując na mnie całą łapą: ,,Ona toże alpinistka”?


Po miłej i krótkiej wymianie zdań prosimy o wystawienie zaświadczenia ,,o charakterze wwozu pojazdu”. O takiej konieczności przeczytaliśmy na stronach polskiego MSZ-u. Celnik zupełnie nie wie o co nam chodzi i kwituje: ,,u was jest problem? U nas niet!”. No to, jak nie ma problemu, to jedziemy dalej. Musimy jeszcze zgłosić w kolejnej „budce” posiadanie radia CB i w końcu jesteśmy w Gruzji.


Wardzia


Zatrzymujemy się przy pomieszczeniu, które przypomina polski sklep z czasów PRL-u. Zaopatrujemy się wodę i inne „ugaszacze” pragnienia, i kiedy chcemy ruszyć w dalszą drogę, podchodzi do nas dwóch mnichów i pyta czy nie podrzucimy ich do Wardzi. W ten sposób w 6 osób jedziemy dalej a mnich opowiada swoją historię.


Kiedyś studiował stomatologię w Czechach a teraz zamieszkał w skalnym mieście – klasztorze. Dzięki temu, że podwieźliśmy mnichów możemy wejść do pomieszczenia, gdzie znajduje się święte źródło, zwykli turyści nie są tam wpuszczani.


zakaukazie02

Ponieważ panuje straszny upał postanawiamy ochłodzić się w pobliskiej rzece. Jest tak gorąco, że nie przeszkadzają nam nawet krowy brodzące w wodzie. Pakujemy się więc do rzeki. Naszej „kąpieli” przygląda się grupka młodych Gruzinów. Chłopaki dołączają do nas a po wstępnym zapoznaniu, wyciągają chłodzące się w rzece wino. Może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że wino znajduje się w plastykowym kanistrze, dokładnie takim, w jakim przewozi się benzynę.


Odmówić nie wypada, więc częstujemy się z „gwinta”. Smakuje wybornie i uderza do głowy z prędkością odrzutowca. Chłopcy koniecznie chcą jakieś podarki na pamiątkę. Pozbywamy się więc turystycznych kubków i robimy kilka zdjęć na pamiątkę.


Chcemy już wracać ale to nie jest takie proste. Tłumaczymy, że nie można pić i prowadzić samochodu, że policja itd. Oni, na to, że jeden z nich jest policjantem i pije, więc jest ok. Pomału ruszamy w dalszą drogę a chłopaki nas „eskortują”. Zatrzymujemy się pod jedynym sklepem we wsi, Gruzini oczywiście z nami. I wtedy pada pewna propozycja: za moje towarzystwo dla jednego z nich, zawiozą naszych chłopaków do „klubu zmęczonych mężczyzn” i tam każdy z nich dostanie po 10 dziewczyn do wyboru…Gruzińska gościnność zaczyna nas przerażać! Na szczęście udaje mi się uwolnić od natrętnego adoratora i możemy spokojnie jechać w dalszą drogę.


Granica po raz drugi


Udajemy się w kierunku granicy gruzińsko-ormiańskiej. Zaczynamy się martwić czy nie pomyliliśmy drogi, bo ta, zamiast wyglądać na taką, która prowadzi do granicy, zdaje się raczej przypominać drogę na koniec świata. Tylko pola, pola i pola. Droga pozbawiona asfaltu tylko potwierdza nasze przypuszczenia o końcu świata.


W końcu dojeżdżamy do metalowej, robotniczej budki. Chcemy zapytać o granicę. Okazuje się, że jesteśmy na miejscu. Szok! Jeden z celników (chyba tak należy ich nazwać) każe pokazać paszporty i dokumenty na samochód. Następnie udaje się do wnętrza tej blaszanej budki. My za nim, ale mnie każe się wrócić do samochodu. Powód tej decyzji jest oczywisty – w środku jeden z nich w najlepsze ogląda sobie film z serii: dla dorosłych i kompletnie nic sobie nie robi z obecności gości.


Pomieszczenie jest tak zadymione, że ledwo daje się oddychać a ubrania śmierdzą jeszcze długo potem. Z pieczątkami w paszportach ruszamy do kolejnej budki, tym razem chyba drewnianej, trudno to ocenić, bo jest druga w nocy. Kolejne sprawdzenie dokumentów i jesteśmy w Armenii. Po stronie ormiańskiej czeka nas zakup wiz i opłata za samochód. Potem możemy już tylko cieszyć pobytem w tym egzotycznym kraju.


Garni


W Garni spotykamy rosyjskich turystów. Jedyne słowo, jakie znają po polsku to: zaje…. Powtarzają je często i są z siebie bardzo dumni. My, trochę mniej.


Aragac


Najwyższa góra Armeni wznosi na wys. 4090 m n.p.m. i w odległości ok. 40 km od Erewania. To wygasły wulkan z czterema wierzchołkami, powstałymi na wskutek erupcji. Do jej podnóża prowadzi asfaltowa i kręta droga. Pniemy się więc do góry mijając po drodze kurdyjskich koczowników zajmujących się pasterstwem. Im jednak wyżej tym wolniej. Nasz nissan okazuje swoje niezadowolenia zarówno z jakości zatankowanej ropy jak i wysokości, na którą musi wjechać. Zaczynamy się poważnie niepokoić, kiedy zatrzymuje się na dobre.


Postanawiamy dać mu trochę odpocząć i urządzamy przerwę na obiad, podziwiając przy okazji widoki. Po krótkiej przerwie samochód jakoś pokonuje jeszcze kilka kilometrów ale już wiemy, że bez wizyty w warsztacie się nie obejdzie.


zakaukazie03

Nocujemy u podnóża góry, przy jeziorku, wraz z tubylcami, którzy licznie przyjeżdżają tu na weekendowy wypoczynek. Wysokość, a co za tym idzie chłodniejsze powietrze, dają im wytchnienie po tygodniu spędzonym w 40-stopniowym upale. Ormianie to bardzo gościnny naród, więc szybko pierwsze lody zostają przełamane i dostajemy zaproszenie na wspólną ucztę. Na grillu pieką się szaszłyki z baraniego mięsa a do picia dostajemy wino domowej roboty.


Następnego dnia ruszamy wcześnie na szczyt, żeby zdążyć przed chmurami, które zbierają się na Aragacem ok. godz. 10. Wejście na wierzchołek południowy, spokojnym tempem zajmuje nam ok 3 godzin. Na szczycie robimy zdjęcia i podziwiamy pozostałe wierzchołki oraz wnętrze krateru. W drodze powrotnej spotykamy irańskich wspinaczy i umawiamy się na kolejny rok na wspinaczkę na Demavend.


Dochodzimy do jeziora, przy którym trwa kolejna ormiańska uczta, na którą oczywiście dostajemy zaproszenie. Sadzają nas przy kamiennym stole, podczas gdy sami zajmują miejsca wokół nas na ziemi. I znów szaszłyki z baraniny, grillowane bakłażany, arbuz, dynia, hasz i może alkoholu własnej produkcji. Rozmawiamy łamanym rosyjskim i za pomocą rąk. Wraz z upływem czasu i ilością spożytego alkoholu nasze porozumienie wzrasta. Słuchamy opowieści o ormiańskiej wierze, kulturze, przywiązaniu do kraju i utracie ich świętej góry Ararat. Jesteśmy pod wrażeniem gościnności Ormian i umiejętności cieszenia się z tego, co posiadają. Wymieniamy się adresami i ruszamy w stronę Erewania.

Przeczytaj drugą część relacji: Kierunek Kazbek.

  • Spodobał Ci się wpis? Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • RSS
Barbara Drążek
Podobne artykuły
Gruzja i Armenia: kierunek Kazbek

Gruzja i Armenia: kierunek Kazbek

Druga część relacji z wyprawy na Zakaukazie. W planach było zdobycie najwyższego szczytu Armenii jakim jest Aragac (4090 m n.p.m.) oraz leżącej na terenie Gruzji góry Kazbek (5047 m n.p.m.)....
Witajcie w Armenii. Jesteście bezdomni?

Witajcie w Armenii. Jesteście bezdomni?

Armenia - ukrzyżowany kraj, który wiele przeżył i nauczył się jednego: zawsze się uśmiechać i pomagać potrzebującym. Zapraszamy na relację z kraju, gdzie króluje tani Armani, a geje chodzą w krótkich spodenkach....
Miesiąc w słonecznej republice – Gruzji

Miesiąc w słonecznej republice – Gruzji

Niewiele wiedzieliśmy o Gruzji – to była republika Związku Radzieckiego, więc pewnie mówią tam po rosyjsku. To miejsce narodzin Stalina i kraj na Kaukazie. Nie słyszeliśmy natomiast nic o wielu wspaniałych zabytkach, gruzińskiej gościnności i o słynn...
Czacza wśród kamiennych wież

Czacza wśród kamiennych wież

Lodowate powietrze gwiżdże z impetem wlatując uchylonym oknem, gdy kierowca przeładowanego busa odpala nowego papierosa od dogasającego. Wiraże, wyboje, urwiska bez barierek, mżawka i spora prędkość. Jest 5 nad ranem. Pasażerowie śpią ściśnięci. Samo...

Komentarze: 2 »

  • Osioł

    Common railem do Gruzji to prawdziwy hadrcore dla portfela ;)

  • Robert M.

    Witam serdecznie,
    czy posiadacie ślad GPS z wyjścia na Aragac? Możliwe, że w tym roku będziemy w tych okolicach i ślad w GPSie mógłby ułatwić nawigację.

Dodaj komentarz


PARNTERZY:Szkoły na końcu świataWyprawy z ReporteremWydawnictwo KarakterDobre Ziele