Gdy kasa się kończy… 13 sposobów na przetrwanie w drodze


Paweł Olszański


Do domu setki, jak nie tysiące kilometrów, czujesz, że dopiero na dobre rozkręcasz się i nie za bardzo spieszy ci się, aby wracać do domu. W dodatku nie masz nawet kasy na bilet. Wracając wieczorem do hostelu, patrzysz na tabliczkę przy wejściu – „Bakcpackers Hostel”. Wszystko spoko, obrzygany, najtańszy hostel w mieście, w którym dzielisz pokój z dwudziestoma innymi osobami, a przychodząc z wieczornego spaceru okazuje się, że wszystkie łóżka są już zajęte, bo ktoś w recepcji pomylił się przy kwaterowaniu. Ale to nadal nie zmienia faktu, że za kolejną noc musisz zapłacić kolejne dwadzieścia dolców.

Sięgasz do portfela, a tam… finisz. Masz dwa wyjścia. Dzwonisz do rodziców, przyjaciół, dobrej cioci z Ameryki, babci i dziadka i prosisz o przesłanie kasy. Jest też drugi sposób. Walisz głową w ścianę (dla otrzeźwienia), bierzesz cztery litery w troki i zaczynasz kombinować. Oto 13 sposobów na to, jak przetrwać kolejne dni w drodze nie wydając kasy, lub trochę zarobić.

1. Pisanie o podróżach

W dobie internetu, blogów, oraz coraz większych możliwości docierania w różne zakątki świata, pisanie o podróżach staje się coraz mniej prestiżowym wyzwaniem. Internet zalała fala blogów podróżniczych różnej maści, lepszych, gorszych, ale bardzo łatwo dostępnych. Dobrą informacją jest jednak fakt, że mimo wszystko można jeszcze znaleźć redakcję, bądź portal, który zechce zamieścić tekst o podróży, i do tego jeszcze zapłacić jakieś grosze (no chyba, że występuje przypadkowa zbieżność nazwisk i ktoś nazywa się np. Wojciech Cejrowski, to być może nawet i lepszą kasę…). Ale zawsze coś. Jedyny wymóg to własny komp i dostęp do netu (oczywiście można ratować się kafejkami internetowymi).

2. Sprzedaż zdjęć

Jest mało prawdopodobne, aby ktoś wybrał się w podróż bez aparatu. A gdy dysponuje jeszcze w miarę niezłym sprzętem i pstrykał trochę więcej, niż tylko podczas komunii młodszej siostry lub grilla u wujka, to jest zawsze szansa, aby sprzedać zdjęcia do jakiejś agencji. Niedawno znajomy fotograf powiedział mi coś w stylu: „są różne agencje, niektóre kupują nawet słabe rzeczy, żeby mieć dużą bazę…”. Nie ma nic do stracenia gdy nie śmierdzi się groszem, warto spróbować np. Shutterpoint, Andes Press Agnecy, Getty Images.

3. Uliczne grajkowanie (lub też inne sztuki… )

W Polskim przekonaniu, granie na ulicy kojarzy się bardziej z byciem kloszardem niż artystą. Dobra, być może wiąże się to często z „ogromną pasją”, z jaką występują u nas uliczni grajkowie (przysypiający na akordeonie, przewalający od niechcenia palcami po klawiaturze). Ale są również miejsca na świecie, gdzie uliczni artyści mają nawet swoje ogromne festiwale (np. Festival Fringe w Adelaidzie w Australii, zresztą w Polsce, zdaje się, też coś takiego można spotkać), począwszy od muzyków, po iluzjonistów, klaunów, uliczne teatry i różnych innych świrów (wyobrażacie sobie, przeciągnąć przez siebie rakietę do tenisa i zrobić z tego czterdziestominutowy show?). Np. w Australii zaobserwowałem, że w czapkach, beretach, kapeluszach, futerałach bardzo często lądowały monety, a ludzie zatrzymywali się aby posłuchać. Jeśli więc grasz i masz pod ręką instrument, a w dodatku robisz to z pasją, to możesz liczyć na to, że ktoś to doceni.

4. Wwoofing

WWOOF jest organizacją zrzeszająca farmy na sześciu kontynentach. Zasada jest prosta – właściciel farmy przyjmuje u siebie ludzi do pracy, w zamian oferuje nocleg oraz pełne wyżywienie. Zazwyczaj u jednego hosta można zostać od jednego do kilku tygodni. Co prawda nie jest to sposób na zarobienie pieniędzy, ale świetny motyw na oszczędzenie ich, a w dodatku poznanie wspaniałych ludzi i nauczenie się ciekawych rzeczy. Aby dostać się w takie miejsce, trzeba wykupić książkę z adresami farm w danym kraju (w Australii koszt za ok. 300 trzystustronicową bazę farm to ok. 60 AUD – przy średniej cenie hostelu 30 AUD, inwestycja bardzo opłacalna). A potem wystarczy kontaktować się już z wybranymi farmami.

5. Poker Online

Zaznaczmy na początku: nie jest to opcja dla żółtodziobów, bo łatwiej wtopić kasę, niż cokolwiek wygrać. Texas Poker święci triumfy na całym świecie, w internecie powstało mnóstwo platform, na których można grać z rzeczywistymi przeciwnikami na prawdziwe stawki. Przy niewielkim wkładzie, sporych umiejętnościach można na bieżąco generować zyski. Z każdego miejsca na świecie! A potem tylko wypłacać kasę i jechać dalej…

6. Wolontariat / Nauka angielskiego

Kolejny sposób na obniżenie kosztów podróżowania. Są bardzo różne wolontariaty, od opieki dzieciakami w sierocińcach po naukę angielskiego. Zazwyczaj dostaje się nocleg oraz wyżywienie. Dodatkowo w wielu miejscach można pracować jako nauczyciel angielskiego i zarobić jakieś pieniądze (ponoć w Japonii można całkiem nieźle zarobić, ale jest to tylko zasłyszana informacja). Trzeba też uważać, ponieważ wielu organizatorów wymaga zapłacenia sporej sumy za możliwość uczestnictwa w wolontariacie. Oto niektóre z organizacji: Conservation Volunteer, Sudan Volunteer Programme, United Nation Volunteer. To oczywiście tylko garstka z nich, w sieci znajdziecie ich mnóstwo.

7. Praca w hostelu

Są dwie opcje pracy w hostelach dla backpackerów. Jedna z nich, to po prostu prace porządkowe na terenie hostelu, najczęściej w zamian otrzymuje się darmowy nocleg. Jeśli możemy w danym miejscu zostać na dłużej i mamy ten fart, że akurat szukają kogoś do pracy na recepcję, to jest okazja zarobić kilka groszy. Nie jest to łatwe, bo chętnych zazwyczaj jest sporo, ale próbować zawsze trzeba. Poza tym, zostanie na dłużej w hotelu jest sporym plusem, bo zazwyczaj to bank wiedzy dla backpackerów, można dowiedzieć się gdzie dorobić kilka groszy, znaleźć tanie jedzenie i poznać bandę zakręconych ludzi…

8. Praca w barze/kuchni

Żadna praca nie hańbi, łącznie ze zmywakiem, zwłaszcza mając do wyboru powrót do domu lub możliwość upajania się wolnością (w czasie wolnym od pracy na wyżej wspomnianym zmywaku oczywiście…). Będąc obcokrajowcem jest szansa znaleźć pracę nawet w takich miejscach jak Kambodża , gdzie raczej kokosów nie zbijemy, ale można liczyć zazwyczaj na jakieś zakwaterowanie, kilka groszy, a pracując za barem również na drina zrobionego z partyzanta pod ladą… :). Najlepiej szukać lokali, których właścicielami są obcokrajowcy, bo zazwyczaj wolą zatrudnić przyjezdnego, który ma ochotę pracować, niż leniwego miejscowego, który po dwóch dniach nie przyjdzie do pracy…

9. Recycling

Żeby nie zabrzmiało to źle, nazwałem recyclingiem, ale mam na myśli po prostu sprzedaż butelek. Jest to patent, który sprzedał mi kilka lat temu znajomy, który przez dwa miesiące przemierzał Norwegię i większą część wyprawy finansował właśnie ze sprzedaży butelek. Nikogo to raczej nie dziwiło, że zbierali butelki, a jak sam wspominał, można było z tego zarobić kasę na funkcjonowanie. Czy ktoś sprawdzał to na swojej skórze w innym miejscach?

10. Sprzedaż własnych wyrobów

Jeśli ktoś opanował do perfekcji hafty krzyżykowe czy szydełkowanie, rzeźbi w drewnie lub lepi z modeliny jakieś cuda, to można rozłożyć swój kramik i sprzedawać swoje wyroby. Jedynym warunkiem jest robienie czegoś w miarę oryginalnego, aby ludzie byli skłonni to kupić. Zdarzało mi się spotykać ludzi, którzy robili różne plecionki z rzemyków, biżuterię oraz śmieszne pokrowce na gadżety (szydełkiem) i sprzedawali na małych kramikach na ulicy. Inwestycja w materiały jest znikoma.

11. Kup i sprzedaj coś dalej

Jeśli jesteś w kraju, w którym możesz kupić jakieś wyroby bardzo tanio, a twoim kolejnym celem jest kraj znacznie droższy, możesz zainwestować w kupno kilku rzeczy, następnie sprzedać je drożej. Być może zarobek nie będzie kolosalny, ale zawsze coś wpadnie. Trzeba liczyć się również z tym, że nikt nie będzie chciał od nas kupić, dlatego warto zastanowić się nad tym wcześniej. Ale jeśli kupimy znacznie taniej np. papierosy lub alkohol (tak wiem, typowo polski przykład…) to raczej mało prawdopodobne, że nie znajdzie się kupiec…

12. Pomoc przy festiwalach

Jeśli trafi się, że znajdziemy w jakimś miejscu i akurat lada dzień rozpocznie się kilkudniowy festiwal, gdzie będzie spore zaplecze gastronomiczne, to jest wielce prawdopodobne, że przydadzą się kolejne ręce do pracy. A jeśli tak, to wystarczy tylko wywęszyć, gdzie szukać kogoś, kto za to odpowiada i liczyć, że jeszcze nie będzie skompletowana cała ekipa. Praca zazwyczaj trwa tylko kilka dni, ale plusem jest, że można zarobić kasę za każdą godzinę, zatem można się przez te dni trochę wyżyłować. Za to potem…

13. Praca na statku

Świetna opcja dla kogoś, kto akurat znajduje się na wyspie, lub w mieście portowym. Jedyne co, to trzeba uzbroić się w cierpliwość i obejść kilka portów. Jeśli za pierwszym razem się nie uda, to trzeba próbować aż do bólu, żeby trafić na kogoś, kto akurat wypływa i będzie potrzebował majtka do pomocy…

Zapewne ile głów i ile krajów, tyle pomysłów i sposobów. Widać, że możliwości jest sporo. I jak to powtarzała moja znajoma Ania podczas wspólnej podróży: Nie sztuką jest podróżować mając pieniądze... No i co? Ma dziewczyna chyba rację…

Paweł Olszański


Kiedyś kupił sobie plecak i pojechał. I nawet mu się spodobało.

Komentarze: 11

Nosferatu 22 listopada 2009 o 11:24

Poker Online?
Ja na tym nie potrafie zarobic w chwilach, gdy dodatkowe pieniadze sa mi wlasciwie zbedne. Proby zarabiania na hazardzie w momencie gdy liczymy sie z kazdym groszem nazwalbym raczej desperacja.

Zreszta, odrobina wiedzy o kasynach internetowych kaze dodac, ze zadne z nich nie wyplaca pieniedzy z mniejszym niz tygodniowe opoznieniem :)

Odpowiedz

Yadis 20 maja 2010 o 11:13

Korzystałam z pomysłów dotyczących sprzedaży własnych wyrobów i poniekąd też z opcji bycia ulicznym artystą. Dużo kasy z tego nie było, ale zawsze pozwalało przeżyć kilka dni. Dodatkowa porada, to połączenia wystawiania kramiku na ulicy z festiwalem – wtedy ludzi jest więcej i łatwiej coś sprzedać :)

Odpowiedz

kacha 18 października 2010 o 2:20

Reka mnie swierzbila wiec musialam napisac, 3/4 artykulu „gdy kasa sie konczy…” ma podobne pomysly na przetrwanie jak strona ROAD JUNKY TRAVEL. Przypadek? Sami sobie na to odpowiedzcie… To sie chyba nazywa plag……!

Odpowiedz

    Adi 5 czerwca 2011 o 8:28

    ja bym powiedziała dość wierne tłumaczenie z Matador Network, ale starał się chłopak i podzielił z innymi po polsku :)

    Odpowiedz

pawel olszanski 18 października 2010 o 9:17

akurat road junky travel nie znalem, ale dzieki wielkie, bo całkiem ciekawie stronka wygląda……!

Odpowiedz

Magda Bębenek 10 lipca 2011 o 21:31

9. i 12. często gęsto chodzą w parze – przetestowane w zeszłym tygodniu w trakcie Roskilde.

Recycling jest w krajach skandynawskich całkiem dochodowy – 7 zwróconych do sklepu puszek w Danii i mamy 1€.

Odpowiedz

Rot 3 kwietnia 2012 o 14:37

jezeli ktoś zawita do Indii, to można zarobić na „burżuja” :) Ale tylko w takich miastach gdzie jest sporo turystów z zasobnymi portfelami(Dehli, Agra, Calcuta) . Są tam bardzo dobrze zaopatrzone sklepy z różnej maści pamiątkami lepszej jakości, sklepy ze złotem i ekskluzywnymi wyrobami. Wystarczy dogadać się z rikszarzem lub taksówkarzem, aby zrobił rundke po tych sklepach, a w kazdym z nich za przwiezienie białego, bogatego turysty dostanie określoną ilość rupii. Turysta nie musi nic kupić, wystarczy, że w sklepie będzie 10-15 m.in., gdzie obsługa będzie próbowała wcisnąć jakieś drogie gadżety. Wystarczy umówić się z szoferem, że za każdą wizytę w sklepie jedna dola jest dla mniego a druga dla nas, a przy okazji można za darmo zwiedzić (albo raczej obejrzeć z siedzienia rikszy) sobie Dehli :) Jeden dzień poświeciłem na takie wożenie się, a przez dwa dni miałem do wydania „nie swoją” kasę.

Odpowiedz

Łukasz 17 sierpnia 2012 o 2:15

@Rot – nie do końca zrozumiałem Twojego pomysłu. Riksza nie Twoja, sklep nie Twój i pieniądze burżujów nie…
A Ty jesteś tym burżujem (: No tak. Myślenie nie boli o tej porze. Ciekawy pomysł swoją drogą.

Odpowiedz

Pieko 20 sierpnia 2014 o 22:27

Ja tez uwazam, ze nie sztuka jest podrozowac z pieniedzmi, a do tego podrozowanie z pieniedzmi jest o wiele nudniejsze i przewidywalne. Bez pieniedzy, przygodo Ahoj!!!

Odpowiedz

daga 25 sierpnia 2014 o 23:33

Znajomi w Norwegii za pieniądze z butelek kupili masę słodyczy. W Estoni, Łotwie i Litwie są automaty, w których można oddawać plastikowe butelki i puszki aluminiowe, około 0,08 euro za sztukę, panowie menelowie zawzięcie dbają o czystość okolicy, nam się niestety nie udało, bo wszystko było wysprzątane.

Odpowiedz

pyrolinka 6 listopada 2014 o 10:33

Fajny tekst! Mozna tez pracowac online w roznych zawodach. Wiecej w poradniku: http://karolinakalamajska.com/jak-zarobic-w-podrozy/

Odpowiedz