Gapyear, czyli dziura w życiorysie


Paweł Olszański


Nie wiesz, co robić w życiu? Zrób sobie gapyear! Czyli dosłownie roczną przerwę lub lepiej: dziurę w życiorysie. Coraz więcej osób decyduje się na dłuższy wyjazd w najróżniejsze zakątki globu, robiąc zazwyczaj przerwę przed rozpoczęciem studiów lub po ich skończeniu.

Choć trzeba podkreślić, że i to nie jest standardem, bo są tacy, którzy po prostu rzucają pracę, pakują plecak i jadą. Często jako wolontariusze, nauczyciele angielskiego lub stażyści. Są i tacy, którzy po prostu ruszają dookoła świata, gdzie celem samym w sobie jest podróżowanie.

W trakcie takiej wyprawy jest Ania Kucharska z Brzozowa, absolwenta psychologii, która w trasie jest od ośmiu miesięcy. Przemierzyła już Azję Południowo – Wschodnią, Nową Zelandię, obecnie jest w Australii. W grudniu 2008 roku zapakowała plecak i wylądowała w Tajlandii.

– Od dawna marzyłam o takim wyjeździe, poznaniu świata takim, jaki jest, a nie takim, jaki widzimy w telewizji bądź czytamy w książkach. – mówi 24-letnia Ania. – A to, co człowiek przeżywa i ile zyskuje dzięki takim wyprawom, to wspomnienia i wiedza, która zostaje na zawsze.

Zazwyczaj przed wyjazdem pojawiają się obawy, głównie związane z chorobami, przeciwnościami losu, bądź powrotem do rzeczywistości i znalezieniem pracy. W trakcie wyjazdu często podejście zupełnie zmienia się.

Skąd wziął się gapyear?

Gapyear zapoczątkowany został na zachodzie Europy (początkowo zdobył popularność w kulturze anglosaskiej). Faktycznie, bardzo dużo osób, które spotyka się podczas podróżowania, ma po 19-20 lat, pochodzi z zachodniej części Europy (głównie z Niemiec, Anglii, Francji czy też Szwecji) i po prostu zastanawia się podczas podróży, czego tak naprawdę chcą od życia, czym chcą się zajmować, a przy okazji w międzyczasie poznają różne kultury, ciekawych ludzi, uczą się języków i tego, jak radzić sobie w najdziwniejszych i najtrudniejszych warunkach i sytuacjach. Przez wiele osób, taka podróż nazywana jest szkołą życia.

– Nie każdemu odpowiada wygodne życie, które podporządkowane jest pewnemu systemowi: szkoła, praca, rodzina itp. Ja postawiłam na szkołę życia, jaką jest taka wyprawa i wiem, że są to najlepsze miesiące mojego życia – mówi Ania.

Kasa zawsze się znajdzie

W Polsce taka forma podróżowania nie jest jeszcze zbyt popularna. Często uważane jest to za rozrywkę dla bogatych. Zresztą daleko nie trzeba szukać, nawet na forum polskich gapyearowców (www.gapyear.pl) pojawiają się tego typu wypowiedzi.

– Przed wyjazdem czytałam w Internecie komentarze Polaków, że takie wyjazdy są przeznaczone dla bardzo zamożnych ludzi. Myślę, że ich nieświadomość, jak tanio można podróżować zatrzymuje ich przed realizacją swoich marzeń – kwituje Ania.

Na swój wyjazd Ania zarabiała podczas studiów. Godziła naukę w trybie dziennym wraz z dwoma dorywczymi pracami asystentki i telemarketerki w dużej korporacji.

– Na samym studiowaniu również zarabiałam, bo miałam stypendium za wyniki – mówi z uśmiechem Ania. – Jak się bardzo chce, to można wszystko.

W zupełnie inny sposób poradziła sobie Magda Bis, autorka bloga careerbreak.wordpress.com, która w trasie jest od siedmiu miesięcy. Magda przez kilka lat mieszkała w Australii, w końcu zamarzyła jej się dłuższa przerwa, którą właśnie realizuje. Opracowała swój system, który oparty był na maksymalizacji dochodów i racjonalnym zmniejszeniu wydatków. W dużym skrócie – ze swojej pensji wydzielała kwotę na życie, a resztę odkładała, zaczęła wynajmować pokój w swoim mieszkaniu, odkładała również każde niespodziewane pieniądze (np. premie, czy nadwyżkę z wcześniej zaplanowanego wydatku), oczywiście na dobrze oprocentowane konto. Jednocześnie minimalizowała wydatki, do pracy zabierała przez siebie kupowane jedzenie, prasę czytała w Internecie, książki pożyczała w bibliotece, a zamiast taksówek wybierała komunikację miejską. Jak widać sposób bardzo dobry, bo zakończony sukcesem.

Możliwości wyjazdu można szukać również w zupełnie inny sposób. Można próbować zaczepić się na wolontariat, staż w innym kraju czy uczyć angielskiego chociażby w Azji.

Podróżować za grosze

Często ludziom brakuje pomysłu na taki wyjazd. Mają obawy przed tym, że po powrocie nie znajdą pracy lub pracodawca będzie niechętny przyjąć gapyear’owca. Także sporną kwestią są wspomniane już finanse, które bardzo często padają z ust ludzi nawet bardzo dobrze zarabiających, bo skąd wziąć tę „ogromną fortunę” na taki wyjazd?

– Większość moich znajomych, i myślę, że również większość Polaków nie jest świadomych takich opcji jak couchsurfing, hospitalityclub czy woofing w Australii – twierdzi Ania.

W dzisiejszych czasach podróżowanie staje się coraz łatwiejsze, na rynku pojawia się coraz więcej niskobudżetowych przewoźników, co sprzyja gapyearowcom. Poza tym, można również wykorzystywać lokalne środki transportu, które są znacznie tańsze i dużo ciekawsze, bo przecież można poznać znacznie więcej ludzi, zwłaszcza miejscowych, często służących pomocą. A należąc do takich społeczności jak Couchsurfing czy Hospitality Club łatwo można znaleźć kogoś, kto zaoferuje nocleg pod swoim dachem.

Jest tylko jedno „ale”. Wszystko to trzeba zrobić samemu, nie licząc, że wyręczy nas w tym biuro podróży.

– Zawsze powtarzam, że nie sztuką jest podróżować mając pieniądze. Najwięcej przygód jest, jak finanse są na wyczerpaniu – śmieje się Ania i zaczyna opowiadać, jak robiła namiot z patyków i siatek.

Co potem?

Powrót do rzeczywistości nie jest łatwy i może to powiedzieć każdy, kto wraca nawet z dwutygodniowego urlopu. Ale co powiedzieć o kilkumiesięcznym wyjeździe?

Ania spogląda w przyszłość optymistycznie. Co będzie, to będzie, choć nie ukrywa, że ma również pewne obawy.

– Jedynie, czego boje się w tej chwili, będąc jeszcze w trakcie wyjazdu, to że wraz z powrotem mogę utracić wiarę w bezinteresowność i dobroć ludzką, jaką świat mi do tej pory pokazał…

Paweł Olszański


Kiedyś kupił sobie plecak i pojechał. I nawet mu się spodobało.

Komentarze: 4

mik 2 stycznia 2010 o 15:28

ostatni akapit-obawa niestety jest mocno-grozno-niebezieczny…

Odpowiedz

kasia 23 listopada 2010 o 21:10

Ania przypomina mi moją siostrę… zaczęła od wyprawy rowerem po Polsce , wzięła dziekankę pół roku pracowała a potem przez 3 miesiące Nepal był jej… Tak samo pracowała i dobrze się uczyła… a teraz mowi o Czarnogórze… odwaga…

Odpowiedz

Agaymac 26 marca 2011 o 21:17

Popieram idee rekami i nogami ;)

Odpowiedz

Natalia Mileszyk 6 maja 2011 o 17:09

rzeczywiście ostatni akapit wieje pesymizmem, a z pierwszym stwierdzeniem się nie zgodzę – można wybyć na rok z kraju i odłożyć studia doskonale wiedząc, co chce się w życiu robić:) co do reszty – święta prawda…

Odpowiedz