Filipiny, cz. II: Droga z Manili do wulkanu Taal
Długo nie mogliśmy się zdecydować na wynajem łodzi, gdyż okazało się, że trochę to kosztuje. Co innego, kiedy jest się większą grupą – filipińska banca, którą można popłynąć, jest 8-osobowa. My musieliśmy całą sumę pokryć we dwoje. Większość proponowała nam 1200 peso. Udało nam się stargować cenę do 800 i w końcu popłynęliśmy. Ponieważ jezioro Taal jest dosyć niespokojne, dostaliśmy poza kapokami również płaszcz przeciwdeszczowy.
Po dotarciu na miejsce otoczyła nas nagle cała masa ludzi – jedni sprzedawali wodę albo maseczki przeciw pylne (na szczycie wulkanu powietrze jest faktycznie zapylone, ale bez przesady), inni proponowali podróż do wulkanu na koniach, inni proponowali swoje usługi przewodnickie, inni jeszcze zmusili nas do wpisania się na listę darczyńców znajdującej się pod wulkanem wioski. Jak twierdzili, wpisanie i zapłacenie 150 peso jest obowiązkiem każdego przybywającego tu turysty.
W końcu pozbyliśmy się wszystkich i ruszyliśmy w górę. Szlak prowadzący na wulkan jest dosyć łatwy, średnio męczący i w miarę krótki. Jest on jednocześnie wydrążeniem po lawie, więc z zainteresowaniem przyglądamy się ścianom tego małego kanionu pnącego się w gorę. Po 40 minutach byliśmy na już szczycie. Tam kupić mogliśmy picie i posiedzieć podziwiając widoki. Jezioro znajdujące się we wciąż czynnym wulkanie było ładne, dymki unoszące się nieśmiało przyprawiły nas, leszczyków wulkanowych, o lekkie dreszcze. Widok na wyspy, ląd i kilka wygasłych wulkanów wokół był bardzo malowniczy. Spędziliśmy dwie godziny na pochłanianiu krajobrazu.
Około godziny 16 musieliśmy już wracać – takie było ustalenie właściciela łodzi. Ponoć jezioro wieczorami, kiedy zbliża się deszcz, jest wyjątkowo wzburzone. Nie kłamał. Mimo, że mieliśmy płaszcze przeciwdeszczowe, wyszliśmy z całej wyprawy kompletnie mokrzy. Płynąc bancą po jeziorze spotykaliśmy co chwila spore bałwany i gwałtowne fale.
W drodze powrotnej nas i dwie jeszcze inne, tez zmoknięte turystki podrzuciła do Tagaytay przyjazna ciężarówka. Ku naszemu zdziwieniu, jej kierowca nie chciał od nas żadnych pieniędzy.
Tej nocy zerwała się niezła burza i zalało nasz pokój. Rano zabraliśmy nasze mokre plecaki i wyruszyliśmy w drogę. Zahaczyliśmy jeszcze o knajpkę ze sprawdzonym już jedzeniem, a potem pojechaliśmy do centrum na przystanek autobusowy. Mieliśmy wyruszyć do Batangas, skąd planowaliśmy złapać prom na wyspę Mindoro. Niestety, okazało się, że mimo, że Tagaytay leży w linii prostej między Manilą, a Batangasem, wszystkie autobusy i jeepney’e omijają nas jadąc inną drogą. Nie mieliśmy wyjścia – musieliśmy wrócić do Manili. Stamtąd mieliśmy bez problemu złapać autobus. Dojechaliśmy więc do stolicy, pogoniliśmy chwilę za autobusem, który wysadził nas a zapomniał otworzyć bagażnika z naszymi bagażami, po ich odzyskaniu zasapani dotarliśmy z powrotem na dworzec. Uff. Po raz kolejny opuszczamy głośną Manilę. Tym razem na dobre.
Zobacz też część I tekstu o Filipinach: Amerykana! Give me dollars!








Show me your way - w poszukiwaniu znaczeń szczęścia
Poland Trek - Belg przemierza Polskę od Tatr po Bałtyk
Pamir Bikeway 2012 - Azja Centralna rowerem i koleją
Na Krańcach Świata - Agnieszka i Mateusz Waligóra w podróży na krańce świata.
Magda i Tomek dookoła świata - poznanie świata, poznanie siebie
Korona Jezior Ziemi - badania najwyżej położonych jezior na Ziemi
Rowerowa Rosja - na dwóch kółkach przez wielki kraj
Tańce wśród piratów - Magda i Marcin tanecznym krokiem szukają skarbu
Pomiędzy Oceanami - Rodzina Bez Granic w Ameryce Środkowej
Gap year in Kunming - chińska przerwa w życiorysie
Z tatą na Igrzyska - rowerami do Londynu
Torell Expedition 2012 - śladami polskich wypraw na Spitsbergen
Na Własne Oczy - zobaczyć, co świat ma do zaoferowania
project:Sailing - rejs dookoła Bałtyku
Klapki Kubota State of Mind - przed siebie w kierunku wschodnim
Shangri-la - Jarek Czakański w podróży
Oblicza Gruzji - niesamowita różnorodność kraju
LosWiaheros - w kilka lat dookoła świata - podróż Alicji Rapsiewicz i Andrzeja Budnika



Ciekawy tekst, tylko dlaczego tyle błedów stylistycznych?
Ponmieszanie czasów, liczby i rodzajów????