16 kwietnia 2010

Filipiny, cz. II: Droga z Manili do wulkanu Taal

Tagi: · ·

Długo nie mogliśmy się zdecydować na wynajem łodzi, gdyż okazało się, że trochę to kosztuje. Co innego, kiedy jest się większą grupą – filipińska banca, którą można popłynąć, jest 8-osobowa. My musieliśmy całą sumę pokryć we dwoje. Większość proponowała nam 1200 peso. Udało nam się stargować cenę do 800 i w końcu popłynęliśmy. Ponieważ jezioro Taal jest dosyć niespokojne, dostaliśmy poza kapokami również płaszcz przeciwdeszczowy.

Po dotarciu na miejsce otoczyła nas nagle cała masa ludzi – jedni sprzedawali wodę albo maseczki przeciw pylne (na szczycie wulkanu powietrze jest faktycznie zapylone, ale bez przesady), inni proponowali podróż do wulkanu na koniach, inni proponowali swoje usługi przewodnickie, inni jeszcze zmusili nas do wpisania się na listę darczyńców znajdującej się pod wulkanem wioski. Jak twierdzili, wpisanie i zapłacenie 150 peso jest obowiązkiem każdego przybywającego tu turysty.

W końcu pozbyliśmy się wszystkich i ruszyliśmy w górę. Szlak prowadzący na wulkan jest dosyć łatwy, średnio męczący i w miarę krótki. Jest on jednocześnie wydrążeniem po lawie, więc z zainteresowaniem przyglądamy się ścianom tego małego kanionu pnącego się w gorę. Po 40 minutach byliśmy na już szczycie. Tam kupić mogliśmy picie i posiedzieć podziwiając widoki. Jezioro znajdujące się we wciąż czynnym wulkanie było ładne, dymki unoszące się nieśmiało przyprawiły nas, leszczyków wulkanowych, o lekkie dreszcze. Widok na wyspy, ląd i kilka wygasłych wulkanów wokół był bardzo malowniczy. Spędziliśmy dwie godziny na pochłanianiu krajobrazu.

Około godziny 16 musieliśmy już wracać – takie było ustalenie właściciela łodzi. Ponoć jezioro wieczorami, kiedy zbliża się deszcz, jest wyjątkowo wzburzone. Nie kłamał. Mimo, że mieliśmy płaszcze przeciwdeszczowe, wyszliśmy z całej wyprawy kompletnie mokrzy. Płynąc bancą po jeziorze spotykaliśmy co chwila spore bałwany i gwałtowne fale.

W drodze powrotnej nas i dwie jeszcze inne, tez zmoknięte turystki podrzuciła do Tagaytay przyjazna ciężarówka. Ku naszemu zdziwieniu, jej kierowca nie chciał od nas żadnych pieniędzy.

Tej nocy zerwała się niezła burza i zalało nasz pokój. Rano zabraliśmy nasze mokre plecaki i wyruszyliśmy w drogę. Zahaczyliśmy jeszcze o knajpkę ze sprawdzonym już jedzeniem, a potem pojechaliśmy do centrum na przystanek autobusowy. Mieliśmy wyruszyć do Batangas, skąd planowaliśmy złapać prom na wyspę Mindoro. Niestety, okazało się, że mimo, że Tagaytay leży w linii prostej między Manilą, a Batangasem, wszystkie autobusy i jeepney’e omijają nas jadąc inną drogą. Nie mieliśmy wyjścia – musieliśmy wrócić do Manili. Stamtąd mieliśmy bez problemu złapać autobus. Dojechaliśmy więc do stolicy, pogoniliśmy chwilę za autobusem, który wysadził nas a zapomniał otworzyć bagażnika z naszymi bagażami, po ich odzyskaniu zasapani dotarliśmy z powrotem na dworzec. Uff. Po raz kolejny opuszczamy głośną Manilę. Tym razem na dobre.

Zobacz też część I tekstu o Filipinach: Amerykana! Give me dollars!

Strony: 1 2 3
  • Spodobał Ci się wpis? Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • RSS
Luiza Poreda

Luiza Poreda

Dziennikarka, malarka i rysowniczka. Miłośniczka krajów północnych, takich jak Norwegia, Szkocja, Mongolia i Rosja. Fascynuje ją szamanizm i ludzie o umysłach otwartych i ciekawych świata.
Podobne artykuły
Palawan – nieodkryta perła Filipin

Palawan – nieodkryta perła Filipin

Filipiński Palawan to miejsce niezwykłe. Wspaniałe laguny, bajeczne plaże, podwodne cuda i niesamowici ludzie. Nawet Filipińczycy z innych części kraju przyjeżdżają tu, by rozpocząć wszystko od nowa i żyć w rytmie reggae....
Zrozumieć Iran (cz. II): Shiraz, Zatoka Perska i Esfahan

Zrozumieć Iran (cz. II): Shiraz, Zatoka Perska i Esfahan

O co najczęściej pytają Irańczycy? Po co Ali trzyma w wersalce kałasznikowa? Jak dołączyć do ekskluzywnego klubu trekingowego i dlaczego studenci z Esfahanu jeżdżą w Góry Zagros? Tego dowiecie się w drugiej części relacji Maksa z samotnej podróży prz...
Tomek Michniewicz: backpackerskie podróże nie są dla każdego

Tomek Michniewicz: backpackerskie podróże nie są dla każdego

O tym, że nie każdy nadaje się na backpackera, o wydanej niedawno "Samsarze", pakowaniu się w ryzykowne sytuacje i fascynacji Azją rozmawiamy z Tomkiem Michniewiczem....
Kambodża: Na prowincji w Mondulkiri

Kambodża: Na prowincji w Mondulkiri

Niewielu turystów decyduje się na odwiedziny w tym dzikim, mało poznanym, najsłabiej zaludnionym regionie, gdzie spotkać można słonia, kapać się w licznych wodospadach i podróżować bez końca po czerwonych, pylistych drogach Mondulkiri w Kambodży....

Komentarze: 1 »

  • teodora

    Ciekawy tekst, tylko dlaczego tyle błedów stylistycznych?
    Ponmieszanie czasów, liczby i rodzajów????

Dodaj komentarz


PARNTERZY:Szkoły na końcu świataWyprawy z ReporteremWydawnictwo KarakterDobre Ziele