Pożegnanie
Dzięki Geraldowi nasz pobyt na Luzonie był bardzo intensywny a jednocześnie leniwy – nie musieliśmy się o nic martwić. Dodatkowo pomieszkaliśmy w filipińskim domu, zaznaliśmy filipińskiej gościnności i wiecznej wrzawy panującej w każdej filipińskiej rodzinie. Przyjęto nas ciepło i wyrozumiale, zapoznano z obyczajami, kuchnią i mentalnością własną.
Jesteśmy za to bardzo wdzięczni, zwłaszcza, że otrzymaliśmy dużo serdeczności, mając w zamian jedynie uśmiech. Wspaniale było przyjechać do tego obcego kraju i zobaczyć, jak inaczej od nas ludzie żyją i jak jednocześnie wiele nas tak naprawdę łączy, jak w różnych sytuacjach reagujemy wszyscy podobnie. Podróżując sami, nigdy byśmy tego wszystkiego nie poczuli i nie zobaczyli.

San Julian. (Fot. Luiza Poreda)
Dzień przed wyjazdem do Manili poszliśmy we dwoje na plażę w San Julian. Chcieliśmy spędzić cały dzień idąc od plaży do plaży, gdyż ciekawił nas świat znajdujący się tuż obok dobrze już znanej wioski. Tego dnia pierwszy raz zetknęliśmy się z rzeczywistością, której na pewno nie dowiemy się z folderu biura podróży.
Poza San Julian plaże (a widzieliśmy ich kilka), po których spacerowaliśmy, były okropnie zaśmiecone, na tyle, że brzydziliśmy się wejść do wody. Po południu podczas przypływu śmieci leżały stertami na pięknych plażach, ale za to można było się wykąpać, bo nie było ich już tyle w wodzie.
W leżących przy tych plażach wioskach (za San Julian była San Migiel, a dalej następne, ciągnące się wzdłuż wybrzeża), sterty plastiku były jeszcze większe. Naszym krokom towarzyszyła coraz większa zgraja dzieci, powiększająca się przy każdym domu. Wszystkie krzyczały za nami: „Amerykana! Give me dollars!”. Poczuliśmy się bardzo niezręcznie. Podeszła do nas banda małych chłopców, którzy zażądali pieniędzy. Za chwilę pojawiła się dziewczynka, która śpiewając do nas amerykańską kolędę wyciągnęła jednocześnie rękę. Zdębieliśmy, zamurowało nas, zatkało. Co się dzieje? Czyżby klosz nieobecnego dziś z nami Geralda opadł. Czyżby dopadła nas nagle filipińska rzeczywistość. Co nas czeka jutro?
Oszołomieni wróciliśmy do domu Geralda. Jego mama uraczyła nas kolacją, poszliśmy spać, by rano wziąć rzeczy i ruszyć autobusem do stolicy kraju – Manili. Nie wiedzieliśmy nawet, że w tym czasie w Manili wybuchła kolejna bomba.
Zobacz część II tekstu o Filipinach: Droga z Manili do wulkanu Taal








Show me your way - w poszukiwaniu znaczeń szczęścia
Poland Trek - Belg przemierza Polskę od Tatr po Bałtyk
Pamir Bikeway 2012 - Azja Centralna rowerem i koleją
Na Krańcach Świata - Agnieszka i Mateusz Waligóra w podróży na krańce świata.
Magda i Tomek dookoła świata - poznanie świata, poznanie siebie
Korona Jezior Ziemi - badania najwyżej położonych jezior na Ziemi
Rowerowa Rosja - na dwóch kółkach przez wielki kraj
Tańce wśród piratów - Magda i Marcin tanecznym krokiem szukają skarbu
Pomiędzy Oceanami - Rodzina Bez Granic w Ameryce Środkowej
Gap year in Kunming - chińska przerwa w życiorysie
Z tatą na Igrzyska - rowerami do Londynu
Torell Expedition 2012 - śladami polskich wypraw na Spitsbergen
Na Własne Oczy - zobaczyć, co świat ma do zaoferowania
project:Sailing - rejs dookoła Bałtyku
Klapki Kubota State of Mind - przed siebie w kierunku wschodnim
Shangri-la - Jarek Czakański w podróży
Oblicza Gruzji - niesamowita różnorodność kraju
LosWiaheros - w kilka lat dookoła świata - podróż Alicji Rapsiewicz i Andrzeja Budnika



Ostatnia przygoda z napierajacym tlumem dzieciakow zadajacych przyslowiowego dolara zabrzmiala troche… jesli nie groznie to napewno nieprzyjemnie. Wyglada na to, ze taka osoba jak Gerald moze byc naprawde pomocna.
pozdrawiam
Bardzo ciekawy tekst, szkoda tylko że nie ma możliwości powiększenia zdjęć…
Artykul ok.,serdecznosc oraz szacunek do bialych ludzi raczej nie spotyka sie na co dzien w innych krajach. Co do dzieci to nie jest az tak zle trzeba tylko miec przy sobie zawsze jakies slodycze oraz duzo bilonu ale tez mozna dac ” papierek ” kwoty 10-20-50 peso ,znikome dla nas.za 1 peso kupuje sie mala paczke orzeszkow .czyli za 50 peso mozna ich kupic „tasme” 50 sztuk czyli 3 zlote polskie.Ja akurat cieszylem sie ze moge dac jakies prezenty lub jakies kwoty pieniedzy.dla nas to naprawde wydatki minimalne jak kupno gazety codziennej.pozdrowienia (bylem w styczniu manila mindanao camiguin cebu , wkrotce mam zamiar jechac ponownie ,najlepsze wakacje zycia.