21 stycznia 2010

Egipt: Wyprawa Nowaka podbija egipską telewizję

Jeszcze przed wyjazdem dopadli nas dziennikarza Nile TV i Nile News Channel (fot. www.afrykanowaka.pl)

III część wyprawy śladami Nowaka rozpoczęta. Jeszcze nie wyjechaliśmy, a już gościliśmy w Kairze w Ambasadzie RP oraz w dwóch telewizjach egipskich – Nile TV i Nile News Channel.

Docieraliśmy do tego miejsca sukcesywnie, co znaczy, że nie tylko na raty, ale i z powodzeniem. Pierwszy był Teofil, którego przewaga wobec reszty „ekipy” wynika stąd, że tu mieszka, w dodatku ze swoją przesympatyczną panią – Beą (między sobą rozmawiają po hiszpańsku). W nocy z wtorku na środę: Magda – bezpośrednim lotem z Berlina, diametralnie zmieniając lokację po raz kolejny w ciągu jednego zaledwie tygodnia (zaczęła w Los Angeles) – następnie ja z Pawłem. Nasz lot Alitalią przez Rzym nie obfitował być może w jakieś mrożące krew w żyłach momenty (tym bardziej, że robiło się coraz cieplej), był za to okazją, żeby się przekonać, czemu dla większości ludzi słowa „solidny” czy „niezawodny” niekoniecznie stanowią synonim dla „włoski”. I tyle w tym temacie. Jako ostatni (‘last but not least’) zjechał – już w środę po północy – Piotrek Romejko, który przywiózł m.in. dwa koła do roweru odebrane wcześnie rano tego samego dnia na dworcu w Warszawie przy kilkunastostopniowym mrozie. Tu też jest kilkanaście stopni, tyle że w drugą stronę.

Zostaliśmy wczoraj z nienależnymi nam honorami przywitani w Ambasadzie RP w Kairze. Pan Ambasador Piotr Puchta przyjął nas najpierw w swoim gabinecie, następnie zaś zaprosił do ogrodów ambasady (mieści się na pełnej zieleni wyspie Zamalek). Była telewizja (nawet dwie: Nile TV i Nile News Channel, ta druga to takie TVN 24), dziennikarze z prasy i dużo pysznego jedzenia z deserem w postaci mahalabiji włącznie. Ale głównym bohaterem popołudnia był oczywiście Kazimierz Nowak, którego nazwisko w językach angielskim, polskim i arabskim padło w trakcie nagrywanych i notowanych rozmów niezliczoną ilość razy.

Po wypełnieniu prasowo-informacyjnych obowiązków, popołudnie i wieczór zeszły nam na nawiązaniu znajomości z Kairem. Naszym przewodnikiem był dobry znajomy Teofila, a teraz również i nasz, Sebastian Woitsch, pracujący w kairskim Instytucie Goethego rowerowy zapaleniec, który ma za sobą m.in. takie rzadkie doświadczenie, jak przejazd rowerem z Lipska do Kapsztadu. No, to teraz chwila na przetarcie oczu ze zdumienia. Ok. Sebastian, który przyłączy się do naszej sztafety za jakieś dwa tygodnie (na odcinku z Kairu na południe), zabrał nas najpierw do swojego mieszkania, położonego, podobnie jak i miejscówka Teofila, w dzielnicy Dokki, i tak samo jak nasza baza liczącego chyba ze 100 m2. Kairski standard.

Stamtąd, tym razem już metrem, pojechaliśmy do centrum. Jedzenie, picie – nocne życie. Było pożywne koszeri (ryż, makaron, zasmażana cebula, fasola, co jeszcze), była nie mniej smaczna tameja, a potem w istniejącej tak długo, że nikt już nie pamięta dokładnie od kiedy, knajpie Horeja, piwo i herbata. No i mnóstwo informacji o Kairze, tutejszym życiu i obyczajach od człowieka, który to miasto nie tylko odwiedza, jak my, ale żyje w nim na co dzień i potrafi zwrócić uwagę choćby na to, że to co wydaje się fantastyczne w pierwszy dzień (wolna amerykanka na jezdniach, pełen fantazji ruch uliczny, klaksony etc.), na dłuższą metę może być bardzo męczące. I te bezcenne rady: “Never cross the street before a bus. They don’t have good break”

Z Sebastianem, który okazał się świetnym przewodnikiem i niezwykle sympatycznym, ogromnie życzliwym człowiekiem, spotkamy się – inszallah – znowu za kilka lub kilkanaście dni.

Wracamy do mieszkania Teofila, oddychamy nocnym powietrzem Kairu, czekamy na Piotra R. (lekki niepokój, bo trochę się spóźnia). Około pierwszej w nocy jesteśmy w komplecie. Piotr R. przywozi ze sobą gitarę.

Takie są nasze początki w tym mieście.

Następnego dnia słońce wychyla się powoli, chmury stawiają jeszcze opór.  My podobnie. Fanatycznego wielbiciela daktyli, Piotra R., do szybkiego wydostania się ze śpiwora nie skłania nawet (fałszywa co prawda) informacja, że siatkę z przyszykowanym właśnie na rano owocem życia ktoś zabrał.

Siatka wisi na drzewie, drzewo rośnie przed garażem, dookoła nic nie ma. Żeby dać jakieś porównanie – mazowieckie równiny. Oczywiście z pewnymi zastrzeżeniami dotyczącymi gęstości zaludnienia, roślinności i tego, że całkiem blisko jest Morze Śródziemne (tutaj, nie na Mazowszu).

W nocy z czwartku na piątek w przygranicznym Sollum, do którego dojechaliśmy dzień wcześniej autobusem z Kairu (zabrało to kilkanaście godzin, bo po drodze m.in. burza piaskowa, a potem przymusowy postój ze względu na mgłę), przywitaliśmy ekipę drugiego etapu libijskiego. Powitanie trwało do rana (zaczęło się zresztą po 2 w nocy, więc i nic dziwnego). Rano zaś płynnie musieliśmy przejść do pożegnań, poprzedzonych spektakularnym przekazaniem pałeczki sztafety. Ania, Dominik, Marcin i Kasper zabrali się do autobusu do Marsa Matruh, gdzie mieli przesiadkę do Kairu. W stolicy, zwanej tu niekiedy po prostu i aż Egiptem, czekać miał na nich gościnny Sebastian.

My tymczasem spakowaliśmy się w sakwy i wyruszyliśmy. W podobną drogę, tyle że rozłożoną na nieco więcej dni. Pierwszy postój, na śniadanie, po przejechaniu kilku zaledwie metrów, okazał się cokolwiek trudny, z uwagi na towarzyszące nam i naszym żółtym sakwom ogromne zainteresowanie mieszkańców. Trudno się zresztą temu dziwić – jeszcze w piątek byliśmy zwykłymi przyjezdnymi, graliśmy na plaży w piłkę (Paweł i Teofil, Teo zakończył zawody z jedną bramką na koncie), piliśmy herbatę i zarzucaliśmy wędkę (Paweł – gość, który zna się praktycznie na wszystkim), a już dzień później mamy na sobie dziwne ciuchy i zasuwamy na rowerach.

Strony: 1 2
  • Spodobał Ci się wpis? Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • RSS
Piotr Tomza

Piotr Tomza

Był współzałożycielem i zastępcą redaktora naczelnego miesięcznika podróżniczego “Globtroter”. Absolwent dziennikarstwa na UJ.
Podobne artykuły
W drodze do Sudanu – ruszył czwarty etap Afryki Nowaka

W drodze do Sudanu – ruszył czwarty etap Afryki Nowaka

Wystartował IV etap Afryki Nowaka. Kolejny team przechwycił sztafetową pałeczkę (której rolę pełni książka Kazimierza Nowaka) i kieruje się w stronę Sudanu. Już na samym początku nie obyło się bez przygód....
Egipt: W drodze do Aleksandrii

Egipt: W drodze do Aleksandrii

Jedziemy cały czas pod eskortą policji. Czasem to nawet przydaje się. W Sidi Barrani dzieciaki otaczają nas ogromnym kordonem i policjanci muszą interweniować. Salwujemy się ucieczką, a w ruch idą słowa i kamienie......
Afryka Nowaka wjechała do Czadu

Afryka Nowaka wjechała do Czadu

Etap przez Czad, nazwany przez jego uczestników “Po prostu CZAD“, rozpoczął się 26 czerwca. Nawiązując do losów Kazimierza Nowaka w Czadzie, chcemy przejechać część trasy na rowerach, a część na wielbłądach. Niestety nie będzie to takie łatwe. ...
Śladami Nowaka przez Republikę Konga

Śladami Nowaka przez Republikę Konga

Gorączkowe były nasze przygotowania do 18. etapu Afryki Nowaka przez Republikę Konga (dawniej Kongo Brazzaville), bowiem etap ten był pierwszym etapem rowerowym po dwóch, pieszym i wodnym, które przebiegały przez Demokratyczną Republikę Konga (dawnie...

Komentarze: 1 »

  • travel geek

    Parcie na szkło poparte na PLProfessionalTravellers :)

    Ale jak się czyta początek artykułu to trochę tam zamieszane, oczywiście to piękne się dowiedzieć kto gdzie co, ale…

    Good luck!

Dodaj komentarz


PARNTERZY:Szkoły na końcu świataWyprawy z ReporteremWydawnictwo KarakterDobre Ziele