27 stycznia 2010

Egipt: W drodze do Aleksandrii

Jedną z największych zalet Aleksandrii jest pyszne jedzenie. (fot. www.afrykanowaka.pl)

Egipt. Sidi Barrani. Na rogatkach miasta eskortujący nas policjanci zachowują się cokolwiek dziwnie, starając się nas przekonać, że w centrum nie ma niczego takiego jak bazar czy sklepy. Nie dowierzając i tak wjeżdżamy. Rzut oka na zegarek – 13:00. Błąd. Na rogu ulic dojazdowej i głównej mijamy szkołę. Dzieci właśnie z niej wychodzą. To ta pora. Zaczynają się zajęcia pozalekcyjne.

Do dzieci, które właśnie wyszły ze szkoły, dołączają się wagarowicze. Otaczają nas, jechać ciężko. Biegną. Jedziemy. Biegną. Robi się zamieszanie – którędy, dokąd? Nie ma dobrych rozwiązań ani dróg na skróty. Skręcamy. Raz, drugi. Zatrzymujemy się na skrzyżowaniu. Kolejny błąd. Daliśmy się otoczyć. Pierścień jest ścisły, kilkurzędowy. Słyszymy nie tylko i nie przede wszystkim pozdrowienia. Czy ktoś to filmuje? Otóż operatorów jest całkiem sporo. Wymierzone w nas obiektywy telefonów komórkowych to jednak nic. Policja interweniuje, stara się utworzyć wyłom w pierścieniu, byśmy byli się w stanie wydostać. Ruszamy, a raczej uciekamy. W ruch idą słowa i kamienie. Magda dostaje w plecy. Bryła jest całkiem spora. Prowadzę ucieczkę, za mną Paweł. Na wysokich obrotach zajeżdżamy przed front kawiarni. Widać przyjazne twarze dorosłych mieszkańców Sidi Barrani. O chodnik rozbija się ostatnia butelka, wchodzimy do środka. Barykada jest mocna.

Takie przygody, gdy wjeżdża się do miasta na uboczu w chwili, gdy dzieci właśnie skończyły lekcje. W Polsce czy indziej w Europie pośpiesznie wracają do domów i zapuszczają Call of Duty. Tutaj właściwie podobnie, tyle że nie muszą nawet wracać.

Ponieważ wciąż i nieustannie towarzyszy nam policja (od 15 kilometra przed metą zmiana, tym razem jedzie z nami Muhammad), nie ma mowy o biwakowaniu na stepie. Ale namioty rozbijamy i tak – za budynkiem straży pożarnej położonym tuż obok posterunku (żeby załatwić sprawy, które załatwia się w toalecie, przechodzimy przez gabinet generała). Miejscowość nazywa się El Nagila.

Jest już po zmroku, więc czas na relaks. Paweł z Magdą i Teofilem przygotowują kolację (jest pysznie) za kontuarem użyczonym przez właściciela knajpy, w telewizji inauguracja Pucharu Narodów Afryki, mecz Angola – Mali. Kończy się 4:4, choć było już 4:0. Cuda się zdarzają, nie przegrywam zakładu z Pawłem.

Gdyby dowodzona przez Rommla armia poruszała się w północnej Afryce równie sprawnie co my, mówilibyśmy dziś po niemiecku. 143 km wczoraj i 123 przedwczoraj to odległości, które jednak niekoniecznie chcielibyśmy powtarzać codziennie, a już na pewno nie co wieczór.

W środę naprawdę rano, po krótkim pożegnaniu z panem Haruną, który przyszedł powiedzieć nam do widzenia, ruszyliśmy o samej tylko herbacie w kierunku Fuki, gdzie zaplanowaliśmy sobie śniadanie, a i gdzie również zatrzymał się na swojej drodze Kazimierz Nowak.

Mniej więcej półkilometrowe odbicie od głównej drogi i znaleźliśmy się w niewielkiej, za to gościnnej miejscowości. W sklepie z telefonami Magda dostała w prezencie gustowną pomarańczową koszulkę sieci Mobinil, chwilę dalej ktoś najwyraźniej uznał, że zamówiliśmy sobie zbyt mało jedzenia i domówił nam dodatkowe porcje. Smacznie i dużo na długą drogę.

I to jaką. Pewnie, zależy co kogo wzrusza, ale błękitne niebo, przedpołudniowe słońce, trochę wzniesień (żeby nie było zbyt płasko), do tego odpowiednio silny wiatr, a przede wszystkim ogromna, wolna, wszechogarniająca przestrzeń. Oczy łzawią. Nie dam głowy, czy to na pewno tylko od wiatru i prędkości, czy nie chodzi tu też czasem o jakieś wzruszenia. Myślę o rzeczach najważniejszych. Są odpowiednie do tego warunki.

Około 13:30 dojeżdżamy do miejscowości Daba. Rzut oka na zegarek, rzut oka w przeszłość. To może nie jest najlepsza pora. Mimo to podejmujemy ryzyko. Podróż śladami Kazimierza Nowaka zobowiązuje. Po krótkich poszukiwaniach udaje się zlokalizować pocztę. Nie wiedzieć czemu, odpowiedź na naszą prośbę o wbicie pieczątki do sztafetowej książki wymaga konsultacji telefonicznej. Nie da się. Co prawda dostajemy, co chcemy, ale koniecznie na osobnej kopercie i ze znaczkiem. No dobra. W zamian wbijamy tu własną pieczątkę. Jeszcze herbata, owoce, tameja (to te falaflowe kulki), trochę chleba i znowu w drogę.

Cmentarz niemieckich żołnierzy w Alamain. (fot. www.afrykanowaka.pl)

Robi się już ciemno, gdy dojeżdżamy do Alamain. Jesteśmy tu umówieni z Monamem Raoufem, który prowadzi kemping przy cmentarzu niemieckich żołnierzy, którzy zginęli tu w czasie walk Afrika Korps z siłami alianckimi. Rozbijamy się przy ogromnej rotundzie, pomniku i muzeum zarazem. Monam, który jest Beduinem i mieszka nieco poniżej wraz ze swoją rodziną, towarzyszy nam do późna przy posiłku gotowanym na benzynowej maszynce Szmel-4. Sam nie chce się poczęstować, co tłumaczy kłopotami z brzuchem, za to bardzo chętnie i z ciekawością oświetla wszystko malutką latarką. Jest wesoło i chłodno. Opowiadamy mu o Kazimierzu Nowaku, gdy jesteśmy już sami, czytamy listy Nowaka do żony. Kilkaset metrów dalej morze.

Strony: 1 2 3
  • Spodobał Ci się wpis? Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • RSS
Piotr Tomza

Piotr Tomza

Był współzałożycielem i zastępcą redaktora naczelnego miesięcznika podróżniczego “Globtroter”. Absolwent dziennikarstwa na UJ.
Podobne artykuły
Egipt: Wyprawa Nowaka podbija egipską telewizję

Egipt: Wyprawa Nowaka podbija egipską telewizję

III część wyprawy śladami Nowaka rozpoczęta. Jeszcze nie wyjechaliśmy, a już gościliśmy w Kairze w Ambasadzie RP oraz w dwóch telewizjach egipskich - Nile TV i Nile News Channel. ...
W drodze do Sudanu – ruszył czwarty etap Afryki Nowaka

W drodze do Sudanu – ruszył czwarty etap Afryki Nowaka

Wystartował IV etap Afryki Nowaka. Kolejny team przechwycił sztafetową pałeczkę (której rolę pełni książka Kazimierza Nowaka) i kieruje się w stronę Sudanu. Już na samym początku nie obyło się bez przygód....
„Taxi. Opowieści z kursów po Kairze”. Egipt przez szybę taksówki

„Taxi. Opowieści z kursów po Kairze”. Egipt przez szybę taksówki

Taxi. Opowieści z kursów po Kairze Chalida Al-Chamisiego to jedna z lepszych książek, jakie wpadły mi ostatnio w ręce. Kilkadziesiąt rozmów autora z kierowcami taksówek, pokazuje prawdziwy Egipt. To obrazek dość daleki od tego z turystycznych folderó...
Afryka Nowaka wjechała do Czadu

Afryka Nowaka wjechała do Czadu

Etap przez Czad, nazwany przez jego uczestników “Po prostu CZAD“, rozpoczął się 26 czerwca. Nawiązując do losów Kazimierza Nowaka w Czadzie, chcemy przejechać część trasy na rowerach, a część na wielbłądach. Niestety nie będzie to takie łatwe. ...

Dodaj komentarz


PARNTERZY:Szkoły na końcu świataWyprawy z ReporteremWydawnictwo KarakterDobre Ziele