8 lutego 2010

Egipt: Luksor w piłkarskim amoku

Tagi: · · · ·

Ostatnie dwa dni zeszły nam głównie na zwiedzaniu, robieniu zdjęć, poszukiwaniu kadrów i ujęć, jakie wybierał dla swych fotografii Kazimierz Nowak. (Fot. www.afrykanowaka.pl)

Poliglota Katastrofa

Wieczór spędzamy w towarzystwie chłopaka, który mówi chyba we wszystkich językach (niemiecki, angielski, rosyjski, arabski, trochę polski; więcej nie daje nam poznać), a na co dzień jest nurkiem pracującym w Hurghadzie. Nazywać się każe Katastrofa. Czas ten, nie należy dla nas może do szczególnie wzniosłych (naprawdę ciężko jest wykonać najmniejszy ruch bez obecności policji), dla mieszkańców Farszut, zwłaszcza dzieci, pozostanie jednak na pewno na długo w pamięci. Ludzie spoza Egiptu nie przyjeżdżają tu raczej nigdy, faktycznie bowiem nie ma tu nic do oglądania. No chyba, że właśnie przybysze z zewnątrz, a oglądającymi są wtedy głównie dzieci. Jesteśmy w centrum zainteresowania. Gdy wracamy na kwaterę, oprócz asysty policji, mamy też za sobą tłumek około 50-60 osób. Wesoło.

Następny dzień to ambitny plan. Wczesny wyjazd, śniadanie w Nagi Hammad (w czasie koptyjskiego Bożego Narodzenia, raptem miesiąc temu, zamordowano tu 6 chrześcijan; nic więc dziwnego, że radiowozy ściśle otaczają teraz kościoły – jest niedziela) i jasno wytyczony cel: Luksor. Wspaniała pogoda do jazdy: grzeje jak powinno, wieje lekko w plecy. Idealnie. To właśnie te chwile, w których ma się pewność, że rower to najlepszy sposób na podróżowanie. A wieczorem ? Te, w których ma się pewność, że piłka nożna to jedyny sport na świecie.

Chciałem napisać coś wczoraj wieczorem. No, ale przecież nijak się nie dało. Właścicielowi, a może tylko kierownikowi hostelu, po wypiciu kilku piw (dla chcącego nic trudnego) i pewnie też odpaleniu czegoś pachnącego (flagi Jamajki zobowiązują), niestety włączył się tryb „agresor”. Realizował się puszczając na cały regulator przeboje kanałów telewizji satelitarnej z tej akurat części świata, w której mamy przyjemność znajdować się już prawie od miesiąca. Nie były to dobre warunki do czegokolwiek.

Ruszamy na południe, bezpośrednio już w kierunku Asuanu, gdzie mamy nadzieję przywitać się z ekipą kolejnego, sudańskiego etapu, „Afryki Nowaka”.

No more domination of European people in Egypt

Ostatnie dwa dni zeszły nam głównie na zwiedzaniu, robieniu zdjęć, poszukiwaniu kadrów i ujęć, jakie wybierał dla swych fotografii Kazimierz Nowak. Luksor daje spore możliwości w tym zakresie. Dla Nowaka czas (całkiem długi) spędzony w mieście nad Nilem nie należał raczej do najbardziej szczęśliwych w podróży (trudne listy do żony, rozterki, co robić dalej, permanentny brak pieniędzy, złe warunki do pracy z racji braku lokum i potężnych upałów). My na szczęście mieliśmy się tu całkiem dobrze, chociaż Luksor faktycznie bywa niestety energochłonny.

Kolejny dzień spędzamy w starożytnej (jak zresztą prawie wszystko tutaj) świątyni w Karnaku. Ogromny kompleks naprawdę robi niezwykłe wrażenie: sala ze 134 kolumnami (największa tego typu konstrukcja na świecie), obeliski prosto w niebo, posągi. A wszystko to stoi tu, powiedzmy, nie od wczoraj. I jeszcze to wejście – aleją sfinksów: każdy jeden lew z głową barana, brodę ma opartą na ludzkiej postaci. Tyle krótko, bo można by godzinami.

Pomimo, że przez świątynię w Karnaku przewijają (przewalają, przetaczają) się tysiące turystów, lokalne psy zdają się nie zwracać na to uwagi. Kręci się ich po obiekcie co najmniej kilkanaście. Polegują, grzeją się w słońcu, podbiegają. Jeden leży zmęczony, jak nieżywy, w piasku. Ktoś podchodzi, żeby zrobić mu zdjęcie (piesek przez chwilę jest równie ważny co zabytki). Co by nie mówić – ciekawe, a jakie niespodziewane złamanie monumentalnego krajobrazu Karnaku.

No more domination of European people in Egypt :) (Fot. www.afrykanowaka.pl)

Wczoraj za to Dolina Królów. Sceneria tak piękna, że długo nie umknie z pamięci, tym bardziej, że dotarliśmy tam rowerami. Jazda wśród wznoszących się po obu stronach drogi gór, słońce, wiatr. Utnę w tym miejscu, bo znów zrobi się za bardzo poetycko.

Gdy wracamy przez Dolinę Królów, by udać się stamtąd do tzw. wioski rzemieślników, Roman rozmarzonym wzrokiem spogląda na góry. Układają się różnorodnie i mienią w piaskowych kolorach. „Wiesz, co mi to przypomina?” – pyta. „Baklawę”.

Wioska rzemieślników okazuje się dobrym wyborem na spędzenie tego słonecznego popołudnia (przydaje się teoretyczne przygotowanie Romana: wie, gdzie nas prowadzić). Kolory malunków w grobowcach są żywsze, a wszystko wydaje się zwyczajnie bardziej ludzkie. Zwiedzamy podziemia, a chwilę później wspinamy się w górę. Zmiana radykalna i jakie widoki! Panorama rozciąga się imponująco. W dole, gdzieś na piaskowo-kamienistym placu, dzieciaki z okolicy starają się być nie gorsze niż Zidan i Gedo. Piłka nożna w takiej scenerii – coś naprawdę niesamowitego.

Góry, pustynia, wiatr, słońce, przestrzeń. Raz jeszcze i po raz już który: jest pięknie.

Wieczorem fundujemy sobie wreszcie odmianę od koszeri, tameji i podobnych pysznych, choć nieco już „przejedzonych” posiłków. Pizza. Do tego oglądanie zdjęć na dachu. A później już tylko ten hałas z głośników.

A co z tą energochłonnością? Otóż w Luksorze, jak w wielu innych na świecie, żyjących z turystyki miejscach, by zapłacić za niemal każdą, najzwyklejszą rzecz uczciwą cenę, trzeba albo mieć szczęście, albo stoczyć walkę. Nie zawsze przecież zwycięską. Gdyby to jeszcze kończyło się po prostu na różnicy zdań. Ale nie – przy braku doświadczenia złe emocje, zmęczenie, wykłócanie i przykrość. Męczące. No trudno. Jak powiedział (nie w Luksorze co prawda, a w Abydos, nie ma to dla sensu jednak kluczowego znaczenia) Romanowi facet uporczywie i złośliwie naciskający na klakson: „No more domination of European people in Egypt”. No pewnie.

Czyli co? Znowu narzekanie, w dodatku na koniec. Nie, nie i nie. Tu jest świetnie, słońce świeci, wiatr wieje. Rewelacja.

Strony: 1 2
  • Spodobał Ci się wpis? Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • RSS
Piotr Tomza

Piotr Tomza

Był współzałożycielem i zastępcą redaktora naczelnego miesięcznika podróżniczego “Globtroter”. Absolwent dziennikarstwa na UJ.
Podobne artykuły
Sudan: na rowerach przez Pustynię Nubijska

Sudan: na rowerach przez Pustynię Nubijska

Piotr znowu rozstawił namiot w pokoju. Zawsze tak robi w obawie przed strasznym komarem napakowanym po uszy malaryczną trutką. Prawdziwa walka zacznie się na południu, na statku płynącym przez ponad 300-kilometrowe bagna Sudd....
W drodze do Sudanu – ruszył czwarty etap Afryki Nowaka

W drodze do Sudanu – ruszył czwarty etap Afryki Nowaka

Wystartował IV etap Afryki Nowaka. Kolejny team przechwycił sztafetową pałeczkę (której rolę pełni książka Kazimierza Nowaka) i kieruje się w stronę Sudanu. Już na samym początku nie obyło się bez przygód....
Egipt: Wyprawa Nowaka podbija egipską telewizję

Egipt: Wyprawa Nowaka podbija egipską telewizję

III część wyprawy śladami Nowaka rozpoczęta. Jeszcze nie wyjechaliśmy, a już gościliśmy w Kairze w Ambasadzie RP oraz w dwóch telewizjach egipskich - Nile TV i Nile News Channel. ...
Nil – rzeka życia

Nil – rzeka życia

“Pozdrawiamy cię, Nilu, który wynurzasz się z ziemi, który przybywasz, by dać życie ludowi Egiptu." - Hymn do Nilu, około 2050-1750 p.n.e....

Dodaj komentarz


PARNTERZY:Szkoły na końcu świataWyprawy z ReporteremWydawnictwo KarakterDobre Ziele