8 lutego 2010

Egipt: Luksor w piłkarskim amoku

Egipt został po raz trzeci z rzędu zwycięzcą Pucharu Narodów Afryki. (Fot. www.afrykanowaka.pl)

Mieliśmy szczęście. Mogliśmy być gdzieś w głuszy, trener Egiptu mógł nie wpuścić na boisko w 70 minucie Mohameda Gedo, a sam Gedo mógł rozegrać kwadrans później „klepkę” z Mohamedem Zidanem w sposób znacznie gorszy. A jednak – byliśmy w Luksorze – Egipt został po raz trzeci z rzędu zwycięzcą Pucharu Narodów Afryki, Gedo królem strzelców, a my oglądaliśmy to wszystko w zatłoczonej sziszarnio-herbaciarni (kobiety oglądały mecz na osobnym telewizorze) przy ulicy Mohammed Farid.

A co było potem? SZALEŃSTWO! Klaksony, śpiewy, flagi. Dorożki w Luksorze wreszcie służyły nie tylko zagranicznym turystom. Tysiące ludzi na motorach, pickupach, rowerach – wszystkim. My w środku. Do tego miotacze ognia. Huk, tłum, radość.

Gedo! Gedo! Gedo!

Na platformie samochodu ktoś przebrany za małpę, walenie w bębny, dudnienie, chaos. Nie cieszy się tylko policja i bezpieczniacy, bo nad żywiołem zupełnie nie idzie zapanować. Najpierw oglądamy to wszystko z ronda, przez które przejeżdżają kolejne dziesiątki pojazdów, potem biegniemy razem ze wszystkimi. Tyle rund wokół centrum, ile godzin do rana. Czyli do teraz. Siedzę na dachu hostelu Oasis Nubian w otoczeniu flag Jamajki i portretów Boba Marleya. Nie, to nie jest typowa sceneria.

Nie cieszy się tylko policja i bezpieczniacy, bo nad żywiołem zupełnie nie idzie zapanować. (Fot. www.afrykanowaka.pl)

Skończyłem, gdy było pięknie. Ten wschód słońca. Gdy już było wyżej, ruszyliśmy przed siebie. Szybki przystanek, herbata, wizyta w piekarni (w środku!), i dalej. Gdy wjeżdżaliśmy do całkiem sporego Sohag, przywitał nas piątkowy (tu jak niedziela), przedpołudniowy spokój, puste ulice (nie licząc może radzieckiej wołgi w sraczkowatym kolorze z naklejonym na nim napisem „I love you”), brak ruchu i (kontrapunkt) nastawiony „na full” dźwięk z głośników, zachęcający do spędzenia tego dnia zbożnie.

Może nie do końca w zgodzie z zaleceniami, ale jednak, trafiamy do dużego ośrodka koptyjskiego (katedra św. Jerzego). Rozmowa z koptyjskim weterynarzem pozwala się dowiedzieć coś niecoś o niekoniecznie najlepszych relacjach między wyznawcami dwóch całkiem starych religii. Bez wdawania się w szczegóły, ale zbliżamy się coraz bardziej do tych rejonów Egiptu, gdzie do zamieszek dochodziło choćby pod koniec roku 2009, a nawet na początku stycznia 2010.

W przeciwieństwie do Kazimierza Nowaka, nie mamy zupełnie powodu do narzekania na gościnę w ośrodkach prowadzonych przez chrześcijan. W Sohag – choć przecież się wzbraniamy – dostajemy na obiad taką grochówkę, że ojej (dodatkowo ma tu miejsce mój pierwszy kontakt z produkowaną w Egipcie gazowaną wodą Fayrouz – smak cytrynowy – do którego to typu napojów mam ogromną słabość), a to co wydarza się tego samego dnia wieczorem, w El Balyana, przechodzi – jak to się czasem mówi – ludzkie pojęcie.

Co oni tu palą?

Ojciec Maximos. Czy można coś dodać? Dzieci: Kyrolos (lat 5, zdrobniale „Kiro”), Makarios (lat 4, „Lalo”), żona: Maria. Na myśl przychodzi pytanie popularne swego czasu w polskiej polityce: „co oni tu palą?” Trudno powiedzieć. Grunt, że początkowy chłód ojca Maximosa (wtedy jest jeszcze tylko facetem z brodą, który wygląda jak Benitio del Toro w „Che” i chce byśmy się jak najszybciej zabrali i nie robili mu kłopotu) zmienia się w ocean serdeczności i gościnności. Dzieje się naprawdę sporo. Kolacja, śmiechy, 10 osób w peugeocie, pani, której spadają okulary (Maximos próbuje ją wypchnąć z auta; dobrze, że nie w trakcie jazdy), nocleg jednak gdzie indziej (przy kościele św. Jerzego za miastem), mnóstwo pysznego sera na śniadanie, przyjazd biskupa Wizara, zdjęcia z biskupem.

Co oni tu palą? (Fot. www.afrykanowaka.pl)

Wystarczy. Jedziemy do Abydos. Świątynia Ozyrysa. Już za moment.

W listach do żony, z El Balyana, Kazimierz Nowak pisał, że na tej szerokości geograficznej zaczyna już „pachnieć Afryką”. Czy my to również czujemy? Nie, zapach się nie zmienił. Chociaż – faktycznie są jakieś nowe akcenty. Po drugie kolory: o zachodzie słońca warto popatrzeć na wschód. Róż i błękit. Dotykają się. Nie nachalnie, nie muszą krzyczeć, że są. Są i to wystarcza. Nie do podrobienia, nie do przejścia obok. Doskonałe i doskonale się łączą. Po trzecie: ciepły wiatr, który zabiera zamiast dawać wytchnienie. Zapowiedź (na razie jeszcze łagodna) sudańskiego hardcore’ u.

A świątynia? Imponująca. Potężne kolumny, hieroglify na ścianach, historia zapisana w starożytnych komiksach. Dziesiątki przejść, wrażenie, że można się zgubić. Ale trzeba uważać. Tuż za świątynią znajdowało się kiedyś przejście do świata umarłych. Choć dziś jest to zapuszczony dół, gdzie niewiarygodnie wprost śmierdzi ptasimi odchodami. Respekt dla miejsca nie zawadzi.

Bez dwóch zdań – warto było tu przyjechać, tym bardziej, że dzięki zdolnościom negocjacyjnym Romana, zwiedzaliśmy obiekt jako delegacja z uniwersytetu. Jest dobrze.

Do zmroku już niewiele godzin, wiele więc kilometrów nie ujeżdżamy. Ostatecznie, po kilku zawirowaniach i zmianach, lądujemy w miejscowości Farszut w lokalnym ośrodku noclegowym dla policji i bezpieczniaków (to właśnie w tym mieście było „gorąco” w listopadzie, gdy palono i demolowano sklepy prowadzone przez koptów). No trudno, przy tak ścisłej asyście mundurowych (idą z nami nawet, gdy chcemy kupić banany) nie mamy zbyt wielkiego wyboru.

Strony: 1 2
  • Spodobał Ci się wpis? Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • RSS
Piotr Tomza

Piotr Tomza

Był współzałożycielem i zastępcą redaktora naczelnego miesięcznika podróżniczego “Globtroter”. Absolwent dziennikarstwa na UJ.
Podobne artykuły
W drodze do Sudanu – ruszył czwarty etap Afryki Nowaka

W drodze do Sudanu – ruszył czwarty etap Afryki Nowaka

Wystartował IV etap Afryki Nowaka. Kolejny team przechwycił sztafetową pałeczkę (której rolę pełni książka Kazimierza Nowaka) i kieruje się w stronę Sudanu. Już na samym początku nie obyło się bez przygód....
Egipt: Wyprawa Nowaka podbija egipską telewizję

Egipt: Wyprawa Nowaka podbija egipską telewizję

III część wyprawy śladami Nowaka rozpoczęta. Jeszcze nie wyjechaliśmy, a już gościliśmy w Kairze w Ambasadzie RP oraz w dwóch telewizjach egipskich - Nile TV i Nile News Channel. ...
Afryka Nowaka wjechała do Czadu

Afryka Nowaka wjechała do Czadu

Etap przez Czad, nazwany przez jego uczestników “Po prostu CZAD“, rozpoczął się 26 czerwca. Nawiązując do losów Kazimierza Nowaka w Czadzie, chcemy przejechać część trasy na rowerach, a część na wielbłądach. Niestety nie będzie to takie łatwe. ...
Śladami Nowaka przez Republikę Konga

Śladami Nowaka przez Republikę Konga

Gorączkowe były nasze przygotowania do 18. etapu Afryki Nowaka przez Republikę Konga (dawniej Kongo Brazzaville), bowiem etap ten był pierwszym etapem rowerowym po dwóch, pieszym i wodnym, które przebiegały przez Demokratyczną Republikę Konga (dawnie...

Dodaj komentarz


PARNTERZY:Szkoły na końcu świataWyprawy z ReporteremWydawnictwo KarakterDobre Ziele