Witajcie w wolnym Tybecie
Nie tylko Dalajlama
McLeod Ganj to nie tylko Dalajlama. W mieście i jego pobliżu działają liczne instytucje mające na celu podtrzymywanie tybetańskiej tradycji, a przez to świadomości narodowej Tybetańczyków.
To również siedziba Tybetańskiego Rządu Wyzwolenia w ramach, którego działa siedem departamentów. Do najważniejszych należą te, które zajmują się wykształceniem i podtrzymaniem świadomości narodowej. Rząd zajmuje się również koordynacją pomocy humanitarnej udzielanej Tybetańczykom przez różne organizacje pomocowe na świecie. Wspiera także Dalajlamę w jego staraniach do wynegocjowania z rządem chińskim rzeczywistej autonomii dla Tybetu. Według strategii Dalajlamy nazywanej „drogą środka” (ostatnio zresztą coraz bardziej krytykowanej przez młodych Tybetańczyków) Tybet powinien uzyskać status specjalnego regionu autonomicznego, na co jednak nie chcą się zgodzić władze w Pekinie.
Sama miejscowość wydaje się bardzo kameralna, choć przedmieścia rozrzucone są na kilku okolicznych wzgórzach. Osoby, które liczyły na coś bardziej okazałego, niemal zobaczenia małej Lhasy, zawiodą się. Trzeba wykazać większe zaangażowanie, by poznać i docenić to, w jaki sposób, mimo licznych przeciwności, udało się Tybetańczykom dokonać tak wiele w niesprzyjających okolicznościach.
Centrum diaspory
McLeod Ganj stanowi centrum diaspory Tybetańczyków w Indiach. W całym kraju jest ich ponad 100 tysięcy. Każdego roku tysiące – najczęściej młodych Tybetańczyków -przedostaje się nielegalnie przez granicę. Często wędrówka trwa miesiącami. Przy przekraczaniu granicy uciekinierzy są narażeni na liczne niebezpieczeństwa w tym odmrożenia kończące się amputacją. Nielegalne przekraczanie granicy staje się coraz bardziej ryzykowne. Chińczycy wzmogli czujność w związku z krwawymi rozruchami sprzed kilku miesięcy. Uciekinierzy najczęściej przedostają się do Nepalu, skąd są odsyłani do Centrum Przyjęć Uchodźców w McLeod Ganj. Stamtąd wysyłani są do szkół lub klasztorów w celu otrzymania odpowiedniego wykształcenia.
Polityka chińska w Tybecie zmierza do całkowitego wynarodowienia Tybetańczyków. W tym celu zniszczono tysiące świątyń i klasztorów (ponad 90%), zabito ponad milion Tybetańczyków. Władze chińskie prowadzą stałe osadnictwo chińskie, by trwale zmienić skład etniczny tych terenów. Już teraz Tybetańczycy są mniejszością w swoim kraju. Jedyna szansa na lepsze życie i zdobycie tybetańskiego wykształcenia to emigracja do diaspory tybetańskiej w Indiach.
Po kilkudniowym pobycie w Dharamsali nie mamy wątpliwości, że stworzono tu dobrze funkcjonującą namiastkę utraconej ojczyzny. Chciałoby się by takie działania były możliwe w Tybecie. W naszych głowach kotłuje się jednak obawa czy za jakiś czas z kultury tybetańskiej nie zostanie jedynie to, co oglądaliśmy w indyjskiej części Tybetu. Chińskie osadnictwo w Tybecie i polityka sinizacji z każdym rokiem zmienia na niekorzyść Tybetańczyków skład etniczny tego regionu. Już teraz mieszka tam około 8 milionów Chińczyków.
Niepokojące jest systematyczne łagodzenie nastawienia do Chin krajów zachodnich, dla których olbrzymi chiński rynek jest ważniejszy niż życie i wolność Tybetańczyków. Nadzieją na zmianę polityki władz chińskich wobec tego kraju jest stałe bogacenie się społeczeństwa chińskiego oraz powolna liberalizacja i w związku z tym przebijająca się wiedza na temat Tybetu. Będzie to z pewnością długi proces i zachodzi obawa, co wtedy zostanie jeszcze z narodu tybetańskiego wraz z jego unikalnym dziedzictwem kulturowym?
Trochę historii
Początki państwa tybetańskiego sięgają VII wieku. W latach 1950-51 armia komunistycznych Chin zajęła Tybet, czyniąc go częścią swojego państwa. Podstawą do tego miał być fakt, że oba kraje były kiedyś częścią imperium mongolskiego.
W związku z narastającym uciskiem politycznym doszło w 1959 roku do wybuchu powstania. Dalajlama zmuszony był udać się na emigrację do Indii gdzie powołał emigracyjny rząd i parlament. Na skutek bezwzględnej polityki chińskiej w ciągu kilkudziesięciu lat zginęło około 1,2 miliona Tybetańczyków z 6 milionowego narodu. Jest to skala porównywalna z ubytkiem obywateli polskich w czasie II wojny światowej.
MAPA [zoom=5]










Show me your way - w poszukiwaniu znaczeń szczęścia
Poland Trek - Belg przemierza Polskę od Tatr po Bałtyk
Pamir Bikeway 2012 - Azja Centralna rowerem i koleją
Na Krańcach Świata - Agnieszka i Mateusz Waligóra w podróży na krańce świata.
Magda i Tomek dookoła świata - poznanie świata, poznanie siebie
Korona Jezior Ziemi - badania najwyżej położonych jezior na Ziemi
Rowerowa Rosja - na dwóch kółkach przez wielki kraj
Tańce wśród piratów - Magda i Marcin tanecznym krokiem szukają skarbu
Pomiędzy Oceanami - Rodzina Bez Granic w Ameryce Środkowej
Gap year in Kunming - chińska przerwa w życiorysie
Z tatą na Igrzyska - rowerami do Londynu
Torell Expedition 2012 - śladami polskich wypraw na Spitsbergen
Na Własne Oczy - zobaczyć, co świat ma do zaoferowania
project:Sailing - rejs dookoła Bałtyku
Klapki Kubota State of Mind - przed siebie w kierunku wschodnim
Shangri-la - Jarek Czakański w podróży
Oblicza Gruzji - niesamowita różnorodność kraju
LosWiaheros - w kilka lat dookoła świata - podróż Alicji Rapsiewicz i Andrzeja Budnika



Udało się Wam w końcu spotkać Dalajlamę?
eee, wspomnieli by raczej.
bylem dwa lata temu i udalo mi sie byc na wizycie u dalej lamy!!!! wspaniala przygoda z nietuzinkowa osobowoscia. jest ogromnie bezposredni!!! dla wizytujacych dharmasale – jest komorka prasowa w swiatyni, ktora podaje terminy spotkan z dalej lama – polecam!!!!