Czerwony Bóg


Arkadiusz A. Rataj


W ciągu minionych pięćdziesięciu lat wielu Chińczyków zmarło na skutek ucisku i prześladowań ze strony państwa. Zazwyczaj nic nie wiemy o tych męczennikach, ponieważ rząd kontroluje media… Moje pokolenie uczono, że religia to narzędzie, którym posługują się imperialiści, by uczynić z ludzi niewolników.

Zhang Yingrong, urodzony w 1922 roku starszy chrześcijańskiego zboru: To było w lecie 1959 roku, gdy panował powszechny głód. Zjedliśmy wszystko – korę z drzew, trawę i liście, takie rzeczy, których nawet zwierzęta nie chciały tknąć. Wiele osób zmarło na skutek zatrucia pokarmowego. Pewnego dnia trzy osoby z mojej grupy upadły martwe przy drodze. Przechodnie zdarli z nich ubrania. Martwi mieli odsłonięte zęby i wystawione języki, jakby wciąż byli głodni. Musieliśmy głęboko zakopać ich ciała, bo inaczej znów by ich wyciągnięto. Ludzie rzucali się na wszystko.

Li, były śpiewak operowy: Woda była na wagę złota. Deszczówka nic nie kosztowała, ale też nie było jej dużo. Smakowała jak błotnista zupa i zawierała dużą liczbę robaków. Gdy się napełniało czerpak, widać było, jak się kręcą w wodzie.

Zhang, przeszło stuletnia zakonnica: Nadszedł głód. Tylu ludzi umarło – to było naprawdę, naprawdę okropne… Musieliśmy szukać pożywienia w górach. Zbieraliśmy dzikie warzywa, korzonki, mchy, nawet korę drzew. Niektórzy wieśniacy wpadli w taką desperację, że wykopywali trupy i jedli ich mięso. Nawet buddyjscy mnisi polowali na szczury, żeby je zjeść. Wierzcie mi, panował powszechny chaos. Gdyby głód potrwał dłużej, jestem przekonana, że wieśniacy by nas zjedli. Dzięki Bogu przeżyliśmy.

Ludzi prześladowano za wiarę w Boga

Yuan Fusheng, syn wielebnego Yuan Xiangchenga: Strażnicy byli całkowicie zindoktrynowani przez komunistów. W ich rozumieniu między religią a przesądami nie było żadnej różnicy. Mnisi i kaznodzieje to to samo, co czarownicy i szamani. Pewnego dnia funkcjonariusz więzienny rozdawał ulotki o tym, jak wyeliminować w Chinach praktykowanie przesądów. Otrzymawszy te materiały, ojciec wstał i powiedział: ‚Nie praktykuję żadnych przesądów. Moja wiara jest prawdziwa’.

Wang Zisheng, syn Wang Zhiminga, straconego w 1973 roku za działalność religijną męczennika chrześcijańskiego (którego posąg, pośród dziewięciu innych, stoi nad Wielką Bramą Zachodnią Opactwa Westminsterskiego w Londynie): Mogliśmy odwiedzać obóz, w którym go trzymano, ale nie pozwalano nam się z nim zobaczyć. Wolno nam było zostawić ubrania, ale nie żywność… Rewolucyjni żołnierze i wieśniacy nieustannie nas dręczyli: ‚Wasz ojciec był złym człowiekiem. Wierzył w Boga. Dlaczego się od niego nie odetniecie?. Bóg nie jest zbawcą. Przewodniczący Mao i partia komunistyczna są zbawcami ludu. Czy wierzycie w Boga, czy w przewodniczącego Mao i partię komunistyczną?’… W 1976 roku zostałem formalnie aresztowany i wrzucony do tego samego więzienia, co przedtem ojciec… Przez pierwsze cztery miesiące siedziałem w karcerze, małej ciemnej celi z betonową podłogą… Wszystko, co robiłem – jedzenie, picie, oddawanie moczu i kału – odbywało się na tej niewielkiej przestrzeni. Cały czas siedziałem w ciemności. Człowiek nie może żyć w ciemności.  Roślina umiera bez światła słonecznego. Zwierzęta szaleją po dwóch tygodniach.

Ludzi torturowano za wiarę w Boga

Wielebny Zhang Mao-en: Mój drugi starszy brat – dwanaście lat ode mnie starszy – miał wadę słuchu. Był pobożnym chrześcijaninem. Przez całe lata pięćdziesiąte, gdy nasza rodzina cierpiała na skutek działań zespołów roboczych, nie przestawał się modlić. Pewnego dnia ktoś zobaczył, jak modli się na klęczkach, i doniósł na niego zespołowi. Kazano mu powiedzieć, że wiara w Boga jest przesądem i działaniem kontrrewolucyjnym. Odmówił wyrzeczenia się wiary. Zamiast tego zamknął oczy i nadal się modlił. Związali mu ręce i nogi i powiesili na kilka dni na drzewie. Gdy go odcięli, znów ukląkł, prosząc Pana, by wybaczył tym, którzy go torturowali.

Yuan Fusheng, syn wielebnego Yuan Xiangchenga: Ojca zamknięto w małej, ciemnej celi o wymiarach mniej więcej dwa na dwa metry. Nie było w niej okna ani wentylacji. Ojciec mówił, że czuł się jak w grobie… Przebywał tam sześć miesięcy. Kazano mu siedzieć z wyprostowanymi plecami i rozmyślać o popełnionych błędach. Strażnicy go sprawdzali. Jeśli nie siedział prosto, bili go.

Zhang Yingrong, urodzony w 1922 roku starszy chrześcijańskiego zboru: Gdy komuniści próbowali skonfiskować mój majątek, nic im nie mogłem dać. Wszędzie szukali… Funkcjonariusze naprawdę się zdenerwowali i nieustannie mnie przeklinali. Jak właściciel ziemski może być tak biedny? Nie wierzyli mi. Kazali klęczeć na ziemi przez trzy dni i noce. Pilnowali mnie miejscowi milicjanci z wielkimi pałkami i bili, ilekroć zasypiałem…. Potłukli trochę dachówek i cegieł i kazali na nich klęczeć. Cały czas lał deszcz. Byłem przemoczony, trząsłem się i klęczałem w kałuży, która sięgała mi po uda. Zamknąłem oczy i modliłem się.

Gdy umarł Mao

Doktor Sun, lekarz misjonarz: Pewnego dnia w 1976 roku zbierałem banany, gdy głośniki zaczęły nadawać muzykę żałobną, a spiker powiedział ponurym tonem, że zmarł nasz wielki przywódca, przewodniczący Mao. Zaśmiałem się w duchu i pomyślałem, że codziennie skandowaliśmy: ‚Niech żyje, niech żyje’, a on sobie umiera jak zwykły człowiek.

Liao Yiwu, poeta, prozaik, dziennikarz: Czy nie było tak, że jedni załamywali się na skutek nacisków politycznych, a inni tym bardziej byli zdecydowani wytrwać? Pamiętam chrześcijańskiego kaznodzieję nazwiskiem Ba Fo, z północno-zachodniego miasta Yinchuan, który przez wiele lat przebywał w więzieniu. Gdy zmarł przewodniczący Mao, Ba zwolniono przed terminem. W dokumentach władze podały, że przyznał się do swoich przestępstw. Ponieważ nie była to prawda, Ba Fo chciał, by władze wprowadziły poprawkę w papierach. ‚Nie musicie mnie wypuszczać. Nigdy nie przyznałem się do żadnego przestępstwa’. Jego wniosek odrzucono, więc zażądał, by go na powrót umieszczono w więzieniu. Odmówili. Zbudował wtedy przed więzieniem małą szopę i mieszkał tam, poszcząc pięć dni w tygodniu, by ułagodzić to, co nazywał bożym gniewem. Mieszkał w tym szałasie przez dwadzieścia parę lat, aż do śmierci.

Gdy dobry stawał się złym

Wielebny Zhang Mao-en: Traktowano nas gorzej niż zwierzęta. Ludzie mogli nas katować, ilekroć przyszła im na to ochota. W szczytowym okresie kampanii rządowe zespoły robocze podsycały uczucie nienawiści. Nawet najmilsi i najżyczliwsi chłopi zaczęli nam wygrażać pięściami, bić nas i kopać. Pod koniec rewolucyjni chłopi nie potrzebowali powodu, by zabić właściciela ziemskiego. Na wiecach potępienia ludzie dawali się porwać emocjom, potrafili kogoś wyciągnąć i zastrzelić na miejscu. Bum, bum, i już człowiek odchodził na zawsze… Polityka partii komunistycznej być może w założeniu miała szczytne cele, ale ludzie, którzy ją wdrażali, na wiele sobie pozwalali i interpretowali na własny sposób. Zabijanie przypadkowych ofiar dawało poczucie wyzwolenia.

Gdy panuje harmonia. Czasy współczesne

Jia Bo-er, dwudziestoczteroletni Tybetańczyk, katolik: Wszyscy żyjemy w tej samej wsi… Gdy spotykamy się na obiedzie z przyjaciółmi czy sąsiadami, oni śpiewają buddyjskie sutry, a my odmawiamy modlitwę, prosząc Boga o błogosławieństwo… Czytał pan pewnie o spotkaniu papieża Jana Pawła II i Dalajlamy? Podczas spotkania bardzo ciepło o sobie mówili. Dobrze jest popierać harmonię między różnymi wyznaniami, nie sądzi pan?

Wyjaśnienie

Wszystkie cytaty zamieszczone powyżej pochodzą z książki Bóg jest czerwony autorstwa Liao Yiwu, urodzonego w 1958 roku w Chinach poety, prozaika i dziennikarza, który spędził cztery lata w więzieniu za antykomunistyczne teksty, zwłaszcza te publikowane po zamieszkach na pekińskim placu Tiananmen w 1989 roku. Po odbyciu kary został ulicznym grajkiem, niestroniącym od alkoholu bezdomnym (o czym pisze wprost), którego fascynacja rozmowami z prostymi ludźmi i utrwalania ich historii na papierze – pomimo przeciwności losu – nie opuściła. Po odbyciu kary (1990-1994) stał się zaciekłym krytykiem komunistycznej partii Chin.

W książce Bóg jest czerwony Yiwu, choć niewierzący, z empatią opisał losy chińskich chrześcijan, których religijność tragicznie starła się z ateistyczną wizją Chin Mao Zedonga. Pełna nazwa tej książki to: Bóg jest czerwony. Opowieść o tym, jak chrześcijaństwo przetrwało i rozkwitło w komunistycznych Chinach.

Warto tutaj podkreślić, iż mało powiedzieć, że chrześcijaństwo zdołało się oprzeć dziejowym zawieruchom w dwudziestowiecznych Chinach i że zwyczajnie tam przetrwało aż do dnia dzisiejszego. Ono stale w Państwie Środka kwitnie.

Kończąc, należałoby jeszcze nawiązać do autora i jego słów, które zacytowałem na samym początku: W ciągu minionych pięćdziesięciu lat wielu Chińczyków zmarło na skutek ucisku i prześladowań ze strony państwa. Zazwyczaj nic nie wiemy o tych męczennikach, ponieważ rząd kontroluje media.

Otóż gdyby nie wywiady zawarte w książce Chińczyka, o wielu męczennikach w ogóle byśmy nie wiedzieli, a ponieważ autor publikuje na Zachodzie, mieszkając w Berlinie, komunistyczny rząd nie jest w stanie kontrolować tego, o czym pisze Liao Yiwu – ich rodak i polityczny wróg zarazem.

Arkadiusz A. Rataj


Komentarze: 3

Jakub 3 października 2014 o 9:43

Straszne że takie rzeczy dzieją się w naszych czasach.

Odpowiedz

Remus 5 października 2014 o 21:29

Choć oficjalnie CRLD próbuje poprawić swój wizerunek i odbudowuje świątynie (oczywiście zaraz pojawia się bilet wstępu) to w ostatnich latach też nie zabrakło podobnych akcji w duchu religijnej nienawiści. Od buddyzmu tybetańskiego po Falun Gong…

Odpowiedz

Jagoda 7 października 2014 o 12:22

Różnie toczą się losy państw. Szkoda, że z rozwiniętego i potężnego imperium o wielowiekowych tradycjach Chiny przeobraziły się w smutny komunistyczny moloch, który zniszczył wolne myślenie i życie wielu.

Odpowiedz