9 stycznia 2010

Afganistan, cz. II: Tylko nie jedź do Kabulu

Autobus do Kabulu

Napis na bocznych drzwiach autobusu zachęca do podróży. Rzeczywistość wygląda nieco inaczej. (Fot. Grzegorz Król)

Autobusy do Kabulu jeżdżą tylko jedną trasą. Jedyna przejezdna w Afganistanie droga najpierw prowadzi na południe, później skręca na wschód do Kandaharu, by stamtąd powoli odbijać na północ w kierunku stolicy. Graniczące z Pakistanem prowincje, które przecina po drodze, to tereny, gdzie więcej od lokalnej władzy do powiedzenia mają talibowie.

- Zabiją cię – krótkie zdanie to odpowiedź na pytanie o cenę biletu. Facet, który powinien być jak najbardziej zainteresowany tym, żeby zarobić na dodatkowym sprzedanym miejscu, tylko lekko się uśmiechnął. Nie tak zwyczajnie, po przyjacielsku. Raczej w taki sposób, jakby zobaczył przed sobą wariata.

Nie inaczej było u moich gospodarzy. Wieczorem Walid – menadżer Blue Palace, gdzie się zatrzymałem po przeprowadzce z drogiego hotelu, zawołał mnie do salonu z telewizorem. Zazwyczaj lecą w nim kolorowe produkcje z Bollywood i indyjskie wersje „Idola”. Tym razem miałem obejrzeć wiadomości.

- Zobaczymy, czy nadal będziesz chciał jechać do Kabulu autobusem – powiedział. Na ekranie szlochająca, zapłakana kobieta w czarnym czadorze na głowie. Obok kilkuletnia dziewczynka, która nie ma jeszcze pojęcia jakie nieszczęście spadło na jej rodzinę.

- Dzisiaj rano talibowie zabili męża tej kobiety. Wyciągnęli wszystkich ludzi z autobusu niedaleko Kandaharu i zaczęli sprawdzać ich dokumenty. Pracował dla jednej z amerykańskich organizacji, to wystarczyło, by go rozstrzelać na oczach reszty pasażerów – wytłumaczył Ahmad, młodszy brat Walida.

Starszy mu przerwał: – Gdybym był w tym autobusie pewnie też bym zginął. Wystarczy, że sprawdziliby mój telefon. Mam w nim twój numer, a ty jesteś obcokrajowcem. Gwarantuje ci, że to by wystarczyło.

W telewizji nowe obrazy. Jak w jakimś makabrycznym teledysku przewijają się porozbijane szyby, rozbite szkło na popękanym chodniku, ślady po kulach na odrapanym z farby budynku. Pojawia się twarz mężczyzny w mundurze. To wysoki rangą policjant z Kabulu. Mówi, że od początku roku na drodze Herat – Kandahar – Kabul w opanowanych przez talibów prowincjach, zginęło już prawie ośmiuset Afgańczyków. Dwa dni później zostanie zastrzelona afgańska kobieta, o czym znów będzie głośno w wieczornym wydaniu wiadomości.

To pozwoliło szybko podjąć decyzję. Zostałem w Heracie.

Stary, to tylko Afganistan

Klub bilardowy w Afganistanie.

Walid doradza jak grac w bilarda. (Fot. Grzegorz Król)

W tutejszym klubie bilardowym o wygranej decyduje siła uderzenia połączona z przypadkiem. Krzywe stoły i powyginane kije to chyba standard. Chłopaki jakoś sobie radzą. Ja ledwie trafiam w bile, o zaliczeniu któregoś z dołków w ogóle szkoda gadać.

- Greg, uderzaj mocniej następnym razem – mówi uśmiechnięty od ucha do ucha Ahmad, po kolejnym wygranym pojedynku.

- Chyba wystarczy, nie mam szans przecież. Może lepiej do kina chodźmy – odpowiadam zrezygnowany.

- Do kina? Hahahaaa. Musielibyśmy chyba polecieć do Kabulu – śmieją się chłopaki.

Kina w mieście po prostu nie ma i pewnie nieprędko je otworzą. Zamknięte za rządów talibów do dziś stoi zabite dechami. Konserwatywne władze Heratu nie zdecydowały się na jego otwarcie, nawet gdy kilka lat temu od rządzenia krajem odsunięto świętych mężów. Wszystko podobno przez indyjską kinematografię, która emanuje niezdrowym dla młodych Afgańczyków erotyzmem. Walka z nim wygląda niekiedy dość komicznie. Za nagimi dekoltami i plecami indyjskich aktorek na afgańskim kanale telewizyjnym zawsze podążają wielkie, rozmazane kwadraty. Jakby grały dodatkowe role, dla młodych – raczej czarnych charakterów.

Strony: 1 2
  • Spodobał Ci się wpis? Podziel się:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Blip
  • Flaker
  • Google Bookmarks
  • RSS
Grzegorz Król

Grzegorz Król

Pod koniec ubiegłego stulecia pojechał lądem z Rzeszowa do Kathmandu. Tak mu zostało. Czasem pstryka zdjęcia, które wrzuca tu: crullu.com
Podobne artykuły
Afganistan, cz. I: Herat – miasto cmentarzy i latawców

Afganistan, cz. I: Herat – miasto cmentarzy i latawców

Afganistan to chyba jedno z ostatnich miejsc na ziemi, które kojarzy się ze słowami turystyka i podróże. A jednak wystarczy postarać się o wizę......
Pakistan: wirujący trans w mieście Lahore

Pakistan: wirujący trans w mieście Lahore

Będąc w pakistańskim Lahore, oprócz zwiedzania zabytków, włóczenia się po uliczkach i bogatych doznań kulinarnych, można doświadczyć czegoś bardzo niespotykanego: można zobaczyć wpadających w trans wirujących sufistów i obserwować jak pieniądze lecą ...
Pakistan: U wrót piekielnych, czyli witamy w Beludżystanie

Pakistan: U wrót piekielnych, czyli witamy w Beludżystanie

Pakistan sprawiał nam ból głowy od samego początku – porwany polski inżynier, potem seria zamachów terrorystycznych, egzekucja Polaka, zamknięta granica Iran-Pakistan i w końcu problemy z wizą. Wszystkie głosy rozsądku podpowiadały, żeby tam nie jech...
Duch wodza patrzy ze wzgórza

Duch wodza patrzy ze wzgórza

Mimo, że Ankara pełni funkcję stolicy Turcji, jest miastem konsekwentnie pomijanym przez podróżnych, którzy zazwyczaj traktują ją tranzytowo. Z pewnością zainteresuje ona jednak osoby ciekawe świata. ...

Dodaj komentarz


PARNTERZY:Szkoły na końcu świataWyprawy z ReporteremWydawnictwo KarakterDobre Ziele