5 kapel idealnych do liczenia wagonów
O tym czego słucha redakcja odcinek kolejny. Zaprawdę literatura i muzyka dają nam okazję podróży w czasie i przestrzeni, ba, w ludzkie dusze to wyprawy! A zostawiając w spokoju jeżdżenie, to po prostu przyjemny kawał życia jest, tak słuchać dobrej nuty. Zapuszczę Wam więc zupełnie co innego niż naczelny, bo różnorodność niebiosa błogosławią.
Praca na kolei ciężka, tabor ogromny, więc wszelkie pomocne w pracy rozwiązania są mile widziane. Tak jak krowom Mozart pomaga mleko dawać, tak rewidentowi pomaga inspirująca intelekt albo poruszająca struny duszy nuta. Poniżej krótki wyciąg z muzycznej biblioteczki rewidenta taboru kolejowego, a wybór ten jest przeokropnie subiektywny. Dzieląc się dobrem, ograniczyłam wynurzenia natury grafomańskiej. Samo za siebie przeca gro i bucy!
Pink Floyd – The Post War Dream
Drodzy Państwo, kapeli chyba przedstawiać nie potrzeba – polecam podkręcić głośniki do połowy mocy, usiąść w fotelu i przestawić umysł na fale: fifty/fifty podświadomość i świadomość. Najlepiej wszakże byłoby, abyście swobodnie mogli zrozumieć tekst, ten bowiem jest istnym majstersztykiem poetyckim. Jest równoprawną połową geniuszu tego kawałka. Drugą jest rzecz oczywista dźwięk. Na takich dziełach powinno edukować się naszą młodzież w szkołach.
Mnie przechodzą dreszcze wzdłuż pnia mózgu ilekroć, w klimacie odpowiednim, płynie z głośników ten utwór. Zdania nie zmienię choćby następnym razem pewnych dwóch panów zamierzało mnie rozciągać na kole przy tłumaczeniu, że uwielbienie dla Pink Floydów jest oznaką niewyrobionego gustu muzycznego. Dla mnie orgazm podświadomości i kropka.
Madness – (Waiting For) The Ghost Train
Tej grupy chyba również przedstawiać nie muszę. (Jak widać mam niewyrobiony gust i zapuszczam powszchnie znanych i lubianych twórców;) Jeśli zaś chodzi o ten konkretny kawałek: nie wiem czy wiecie, ale traktuje on o apartheidzie w RPA. Przyznam, że nie wsłuchując się w tekst, także długo o tym nie wiedziałam, a nawet po przysłuchaniu się nie przemknęłoby mi to z pewnością przez myśl. Edukacje odebrałam podczas czytania. Nagrany w ’86 jako ostatni kawałek przed rozpadem grupy. Ponoć.
Haydamaky – Bohuslav
Bracia zza wschodniej granicy grają nutę niezmiernie radującą me serce. Naprawdę, nic tylko zapuszczać na randce. Nazywają tą muzykę nader zgrabnie: Hucuł-Punk i Karpatian-Ska. Niech i tak będzie. A w kawałku o Bohuslavie wyśpiewują nieco zbereźne tematy w szacie bardzo ludowej. Także przydatne rzeczy na randkę… jako scenariusz tudzież poradnik praktyczny.
Matisyahu – Youth
Jeśli nie zachwycił Was jeszcze ów chasydzki beatboxer, to zapewne nie mieliście okazji słuchać kameralnego koncertu w synagodze… To miało szansę się otrzeć o doznanie mistyczne u wrażliwych słuchaczy. Ten gość jest niesamowity i żadne nagranie tego niestety (albo stety) nie odda. Na pocieszenie pozostaje zapodać jeden z najbardziej znanych kawałków Matthew Paula Millera w wersji unplugged. Śpiewa o tym, by mieć odwagę walnąć pięścią w stół, postawić wymagania, wybrać wolności – bo młodości to siła świata. Żeby nie cykać i nie być zblazowanym, lecz mieć cojones do życia. Pięknie.
Parno Graszt – Drunk of sorrow
Piękne zakończenie, doznania wykraczają poza duchowe bardzo. Spokojna być przy tym nie mogę i już. Problem jeden taki, że więcej ponad ten jeden okaz żywego piękna i dobra z twórczości Parno Graszt nie jest mi znane. Może w swym lenistwie dokładnie nie szukałam, ale to już dawno temu jak się natknęłam i wówczas nie było. Jeśli jacyś wielbiciele to czytają, liczę na podzielenie się dobrem ;) Tyle w temacie, lepiej słuchać niźli czytać.
Wasz oddany rewident taboru kolejowego
