12 miesięcy w Ameryce Południowej śladami Chupacabry


Wojciech Pietrzak


Trail of The Chupacabra – tak nazwały swoją wyprawę Gabriela Galecka i Marta Alabrudzińska. Dwie studentki z Gdańska, które od trzech lat podróżują razem po Europie, teraz wybrały się, aby najbliższe dwanaście miesięcy spędzić przemierzając Amerykę Południową.

– Jak rozpoczęło się wasze wspólne podróżowanie?

Gabriela: – Urodziłam się 14 lipca… jakiś czas później przyszedł czas na planowanie moich osiemnastych urodzin. W mojej głowie zawitała myśl, że nie ma lepszego miejsca na ich spędzenia jak Paryż (nic innego jak wielka feta z okazji obchodów rocznicy wybuchu rewolucji francuskiej), a do Paryża niczym innym jak tylko autostopem! Niestety gdzieś na etapie planowania, okazało się że moja koleżanka nie mogła pojechać i wyjazd nie mógł się odbyć. Został jednak w głowie, a jakiś niespełna rok później poznałam Martę. W naszej pierwszej rozmowie nawiązałam do swoich planów autostopowania w kierunku Paryża. Padło pytanie: Jedziesz ze mną? I szybka odpowiedź: Tak!

Marta: – I zaczęło się! Rok po Francji, w pierwszy dzień wakacji uciekłam stopem do Rumunii, gdzie przeżyłam chwile tak błogiego szczęścia, że postanowiłam wyjechać gdzieś na dłużej. Po powrocie spotkałam Gabrielę i to tym razem z jej ust padło natychmiastowe: Tak!

– Wspólne podróżowanie i przebywanie ze sobą całą dobę to często wyzwanie i swoisty sprawdzian dla przyjaźni. Jeździcie razem już trzy lata, jak dogadujecie się w trasie? To jest sielanka, czy jednak zdarzają się trudne chwile?

Gabriela: – Bywa trudno… dwie kobiety! Do tego o bardzo silnych, czy też inaczej mówiąc, trudnych charakterach. Mogę jednak powiedzieć, że pomimo tego, absolutnie nigdy nie zamieniłabym towarzysza podróży, zwłaszcza jeśli chodzi o ten najbliższy wyjazd. Co najważniejsze: mamy razem dużo szczęścia i zawsze trafiamy do celu!

Marta: – Różnimy się w „każdym” drobnym szczególe, co sprawia mnóstwo problemów. Bardzo często mam ochotę po prostu chwycić tę rozgadaną blond głowę i cisnąć o ścianę. Ale cóż z tego, skoro przez te różnice dopełniamy się tak znakomicie, że trudno nam by było bez siebie przeżyć.

– Co spowodowało, że zdecydowałyście się na wyjazd właśnie do Ameryki Południowej?

Gabriela i Marta: – Początkowo był plan żeby wyruszyć w podróż dookoła świata. Rok to jednak za krótko, postanowiłyśmy więc zacząć owy świat penetrować od jednego kontynentu. Dlaczego Ameryka Południowa? Brak wiz, praktycznie jeden język.

Gabriela: – Jeśli chodzi o mnie… w mojej głowie jest to kontynent, o którym im więcej czytam tym mam bledsze pojęcie, muszę więc kilka rzeczy sprawdzić.

– Jaki jest wasz plan podróży? A może go nie ma i stawiacie na pełną spontaniczność?

Gabriela i Marta: – Wyjazd jest na tzw. „aferę”, będziemy jeździć tam gdzie poniosą nas opowieści spotkanych na naszej drodze ludzi. Wiemy jednak, że zaczynamy w Salvadorze de Bahia we wschodniej Brazylii. Stamtąd kierujemy się na południe, ku Ziemi Ognistej, później odbijamy na północ. Chcemy zobaczyć: Brazylię, Paragwaj, Argentynę, Chile, Boliwię, Kolumbię, Peru… Co z tego wyjdzie – okaże się za rok.

– Czy poza tym brakiem ściśle wyznaczonej trasy macie jakieś szczególne miejsca, które chciałybyście zobaczyć?

Gabriela: Buenos Aires nocą i generalnie chociaż przez chwilę tam pożyć. Chciałabym też zobaczyć pingwiny Magellana na tle chilijskiej flagi.

Marta: – A mi się marzy wycieczka konna po Andach i mina Gabi jak zobaczy górę insektów, które ma zjeść!

– Jedziecie ze względu na chęć zobaczenia kawałka świata, czy ma cie jakiś bardziej określony cel wyprawy?

Gabriela: – Chyba w nas obu siedziała od dłuższego czasu chęć powłóczenia się, więc po prostu to robimy. Mogę powiedzieć, że jadę tam pooddychać innym powietrzem, zdystansować się do bardziej znanego europejskiego świata, po prostu pobyć trochę „tam”, czyli gdzieś indziej niż „tutaj”.

Marta: – Chyba zapomniałaś dodać, że potrzebujesz pożywki dla swego socjologicznego umysłu. A ja w głębi selwy znajdę lekarstwo na wszystko, zobaczycie.

– Ile czasu przygotowywałyście się do wyjazdu? Co okazało się najistotniejsze, a może najtrudniejsze?

Gabriela i Marta: – Przez ostatnie trzy miesiące pracowałyśmy, najpierw w Danii, później we Francji – to chyba było najcięższe. Najistotniejsze było uwierzyć w to, że plan jest do zrealizowania. O podróży zaczęłyśmy rozmawiać rok temu, we wrześniu, ale trudno rozpatrywać ten cały rok w kategorii przygotowań.

– Co uważacie w swojej wyprawie za największe wyzwanie?

Gabriela i Marta: – Znieść upał i robale! Przełamać barierę językową. Za największe wyzwanie uważamy jednak przystosowanie się do „normalnego” życia po powrocie.

– Dlaczego Chupacabra?

Gabriela i Marta: – Chupacabra? To tylko pretekst, nie chciałyśmy nazwać naszej podróży jakoś przesadnie patetycznie, a dzięki chupacabrze mamy kolejnego małego zielonego (do czasu!) towarzysza podróży. A jak wiadomo w triadzie zachodzi więcej interakcji.

Polecamy: Andrzej Muszyński: pisanie jest dla mnie najważniejsze

Wojciech Pietrzak


Z zawodu dtpowiec, z natury indywidualista. Militarysta, koneser napojów alkoholowych i jak wykazał KIEP - turysta.

Komentarze: (1)

Ola 14 października 2012 o 3:40

Nie omincie w swojej podrozy Ekwadoru, bo naprawde warto, szczegolnie jesli macie ochote na przygode z dzungla. Pozdrawiam i powodzenia na trasie!

Odpowiedz